poniedziałek, 25 maja 2015

Obiecane zdjęcia z budowy

Zacznę od dygresji. Nie mogłam wczoraj zasnąć - najpierw dlatego, że cisza wyborcza została przedłużona, a potem z powodu mojej konsternacji. Nie będę tu wchodzić w szczegóły, chociaż modnie byłoby powiedzieć, że to nie był mój kandydat. No nie był, to fakt. Ale kiedy Agata Duda po miesiącach składania obietnic przez swojego męża mówi "postaramy się dotrzymać obietnic", to aż się prosi, żeby dodać "no przecież żartowaliśmy!" I to by było na tyle w temacie polityki.

O tym, jak pracowite są ostatnie weekendy może świadczyć przekonanie, z jakim dzisiaj obudził się Jędrek. Otóż z uśmiechem zadowolenia stwierdził, że jest niedziela, więc może spać dalej.

W sobotę ujrzałam na ścianie wiszące już grzejniki. Gdybyście deliberowali kiedyś nad tym, jaki kolor łazienkowej drabinki wybrać, żeby pasował do płytek, a jednocześnie nie był tak biały jak w każdej łazience, którą mieliście przyjemność odwiedzić do tej pory, to może coś podpowiem: szkoda zachodu. Nasze są niby ajwory, niby z teksturą i nie śliskie, a w sumie ja nie widzę różnicy. Zawsze można było wziąć designerskie cudo, na którym trudno zawiesić ręcznik... to ja już wolę praktycyzm. Ale tylko w łazience.




Przy okazji trochę pozwiedzałam. Wzięłam kąpiel w wannie, której jeszcze nie ma, z widokiem na wc, którego na razie próżno wypatrywać:




W "salonie" przycupnęłam sobie przy kominku:



Wiem wiem, w takiej formie bardziej przypomina prysznic. Może to dlatego, że mało kto widział jak kominek wygląda na samym początku swojego jestestwa.

Zrobiliśmy też pamiątkową focię:




Ostrożnie zeszłam ze schodów, które nie mają i jeszcze długo nie będą mieć balustrady, co też mocno niepokoi Jędrka:




I zauważyłam, że bardzo urosła nam trawa. Samosiejka oczywiście, ogólnie wygląda to więc jak smutne chwasty na ugorze. Chwastów nie sfotografowałam.

Ach, chciałam tu jeszcze pisemnie coś oświadczyć. Do Jędrka: Kiedy groziłam, że jak będziesz świrował to Cię odwiozę do Tworek, żartowałam. Nigdy tam nie trafisz. Możesz co najwyżej dostać lanie :-p

Wczoraj po raz pierwszy miałam okazję odwiedzić szpital psychiatryczny. Nie żaden tam oddział neurologiczny tylko zwyczajny psychiatryczny szpital. Nieistotne w jakim celu się tam wybrałam, nie o tym mowa. Wrażenie dziwne, straszne, przygnębiające. Wiem, jak wyglądają oddziały szpitalnie, na których leżą śmiertelnie chorzy ludzie, ale to, co wczoraj zobaczyłam trudno porównać z czymkolwiek. I mam nadzieję, że do końca naszych dni pozostaniemy w dobrym stanie umysłu, czego i Wam życzę.

Dobrej reszty dnia :)

5 komentarzy:

  1. Praca wre :) wydaje mi się, że teraz z górki.
    Ciekawa jestem efektów jak już podłogi będą gotowe, ściany wykończone.

    OdpowiedzUsuń
  2. My tez jakoś czas temu budowaliśmy, teraz już mieszkamy w nowym domu, ale jest sporo jeszcze rzeczy do zrobienia, nie mówiąc o tym, że nie wszystko wyszło jak chcieliśmy. Ale jest własny dom, więc nie ma co narzekać.
    W takim szpitalu byłam wielokrotnie, znam osoby, które tam pracują - bardzo ciężka i trudna praca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie ja bym chyba nie miała nerwów, aby pracować w takim miejscu, chociaż np. kiedyś chciałam pracować w Domu spokojnej starości tudzież hospicjum. A co do domu to z jednej strony bardzo się cieszę, że wreszcie będziemy u siebie, ale z drugiej już mnie wkurza to, że nie wszystko można zrobić od razu. To znaczy podobno można, jak się ma za co ;)

      Usuń
  3. Twój blog ma świetny tytuł:) Prace na budowie na pewno są męczące, ale dla wymarzonego efektu końcowego warto nieco pocierpieć. Masz rację, obyśmy jak najdłużej trwali w zdrowiu psychicznym, co w naszych szalonych czasach bywa trudne...Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń

Proszę zostaw po sobie ślad w postaci komentarza. Ty nie będziesz się nudzić przez 30 sekund, a ja będę miała motywację, aby dalej pisać :)