czwartek, 25 lutego 2016

Nie da się ukryć, że jest nas troje...

Ach, i od czego ja mam zacząć? Czy w ogóle można jakoś w miarę sensownie opowiedzieć to wydarzenie i cały tydzień, który już za nami? Za naszą... trójką? :) Ja tego nie umiem, więc pozwólcie, że dzisiaj wyjątkowo oddam komuś głos. Wszak tylko ryby głosu nie mają.

Hej, to ja!



Jestem Lenka. Wprawdzie dopiero od kilku dni jestem po drugiej stronie brzucha, jednak mam wrażenie, że jestem jedyną normalną osobą w tej całej rodzinie. Tata nic tylko robi mi zdjęcia. Jemu w głowie pomieszało się zdecydowanie wcześniej niż mamie - kiedy wreszcie przywieźli mnie ze szpitala i chciałam zobaczyć swój pokój okazało się, że cały jest wypełniony kolorowymi balonami. Nie wiem, jak mam dojść do swojego łóżeczka, żeby ich nie podeptać. Ale dobra, pomyślę o tym, jak zacznę bardziej efektywnie wykorzystywać dolne kończyny. Na razie używam ich głównie podczas zmiany pieluchy - w sumie trafienie nogą w świeżą kupę wcale nie jest takie trudne. Wystarczy chwila nieuwagi mamy lub taty i już mam zapewnioną kąpiel nóżki. Ogólnie średnio lubię to całe zmienianie pieluchy, w pewnym momencie stwierdziłam, że wezmę rodziców na sposób. Kiedy będą zmieniać mi pieluchę, postaram się zabrudzić ją ponownie jeszcze zanim zejdę z przewijaka. A kiedy zainstalują mi już nową, wtedy zrobię to jeszcze raz. Tak samo z trzecią - w końcu jak mnie tak będą przewijać przez pół godziny przy akompaniamencie najwyższych dźwięków mojego głosu, to chyba wreszcie dadzą mi spokój? Niestety trochę się przeliczyłam - i tak uparcie robią swoje. Właściwie to już mi obojętne, kto tego dokonuje. Tata jest zdecydowanie delikatniejszy, za to strasznie się przy tym grzebie. W sumie w czasie całej tej operacji zdążyłabym mu "dowalić" jeszcze jedną porcję dla zabawy, ale jakoś nie mam serca... Mama nie jest lepsza. Ktoś jej kiedyś powiedział, że "jak dziecko śpi, to mama śpi", ale mama to chyba śpi z otwartymi oczami. Dziwne, prawda? No i oboje wciąż mi powtarzają, że jestem taka śliczna, cudowna, urocza i kochana... Wiem o tym przecież bez patrzenia w lustro. Wiecie, w pewnym momencie, kiedy jest się takim małym ziarenkiem piasku, przychodzi do was ekipa, która proponuje zakup określonych cech. Można wybierać głównie spośród arsenału cech mamy i taty, ale czasem trafi się coś godnego uwagi w genowym zestawie dziadka, pradziadka czy babci. No więc sobie wybrałam wszystko to, co najlepsze. W ten oto sposób stałam się małą kopią swojego taty. Przyszło mi nawet do głowy, aby obchodzić urodziny razem z tatą, ale postanowiłam dłużej nie męczyć mamy i przyjść na świat te kilka godzin wcześniej. Nie muszę chyba wspominać, że oszaleli, kiedy tylko mnie zobaczyli. Zdecydowanie kwalifikowałam się do kąpieli, w dodatku byłam nieubrana, bo w brzuchu ciągle pływałam w basenie, ale oni od razu stwierdzili, że jestem największym cudem świata... i twierdzą tak do tej pory. I już mi się nawet trochę nudzą te zachwyty ;) A teraz idę spać, bo nie spałam już ze 20 minut, na czym mogłaby ucierpieć moja reputacja etatowego śpiocha, którym zostałam już obwołana.


A więc rozumiem, że poznaliście już Lenkę - naszą ukochaną córeczkę... To może teraz dodam jeszcze kilka słów od siebie, bo chociaż pora jest dzika, wcale nie chce mi się spać;) Bycie mamą to totalnie niesamowite uczucie! Patrzę na to małe szczęście i wciąż nie wierzę, że jest moje. Nasze. Że je wspólnie stworzyliśmy i urodziliśmy (a wcześniej ja trochę podźwigałam). Że jest tak mała, że jeszcze nic nie rozumie, niczego nie wie i nie potrafi. Że nie wie, co to noc i dzień, że wydaje jej się, że życie polega na spaniu i jedzeniu. Na razie nic więcej wiedzieć nie musi. Chciałabym tylko aby czuła, że ją kochamy. Żeby była bezpieczna, zdrowa, zaopiekowana. Żeby zawsze miała szczęśliwe oczy i żeby potrafiła mnożyć miłość dalej i dalej.

Zanim pojawiła się na świecie zastanawiałam się, jak bardzo zmieni się nasze życie - spodziewałam się, że wywróci je do góry nogami, że poprzestawia priorytety. Ale myślałam też o tym, co to zmienia w relacji rodziców takiego brzdąca. Nie, nie bałam się tego, bo wystarczająco dobrze znam swojego męża ;o), ale nie do końca rozumiałam, jak mam podzielić tę miłość na dwoje "po równo" i czy będę umiała zrobić to dobrze. Nie wiem, czy umiem. Staram się. Wiem za to, że jestem jeszcze bardziej zakochana. W Nim, bo... nie sposób tego wszystkiego wymienić. I w Niej - bo po prostu jest.


Ponieważ mały śpioch ciągle śpi, chyba jednak do niej dołączę. Nie będę jej budzić na karmienie, ma jeszcze czas. Zresztą i tak nie jestem przekonana do tego całego "karmienia na żądanie". Jakoś nie mam serca żądać od śpiocha żeby jadł, kiedy woli spać... ;) Uciekam, bo zaczynam prawić od rzeczy. Do kolejnej chwili natchnienia!



piątek, 12 lutego 2016

Słuchajcie, mamy bobasa!

Nieprawdopodobna sprawa. Już wkrótce posypią się zdjęcia, relacje itp. itd., tymczasem przedtem zobaczcie, co też nabyłam:



Całkiem przypadkiem, w pobliżu stacji PKP, odkryłam sklep-kiermasz, w którym sprzedają jakieś stare gazety i książki i tam właśnie wpadły mi w ręce kolorowanki. Następnie kredki dwustronne z biedry, absolutny hit za całe 4,99 zł! Wygrzebałam je gdzieś spomiędzy flamastrów, ostatnia paczka ;) od razu zabrałam się za kolorowanie i oto moje dzieło:



A teraz wróćmy do tytułowego bohatera postu, czyli bobasa...

Otóż bobas jest.
W brzuchu.
Dziękuję za uwagę.