czwartek, 5 lutego 2015

Gdzie na termy - Bukowina Tatrzańska czy Białka Tatrzańska?

Na początku mały wtręt, ale muszę się pochwalić, że we wtorek, 3 lutego 2015 roku (start godz. 17:00) zrobiłam pierwszą w życiu tabatę! :) To by było na tyle tytułem wstępu.

Dzisiaj będzie o tym co zmarźluchy lubią najbardziej, czyli o gorących kąpielach termalnych w środku zimy, a ponieważ w tym roku odwiedziłam także Termy Białka - mogę pokusić się o małe porównanie. W Bukowinie pluskaliśmy się w piątek, a w Białce w sobotę. Które wybrać? Postaram się to trochę rozjaśnić.


Termy Bukovina


  • sporo atrakcji jak na 1 obiekt
  • kilka basenów zewnętrznych [niestety jeden z fajniejszych bulgotników w strefie dla dzieci (chłe chłe)] był nieczynny. A tak na niego liczyliśmy!
  • jeden basen zewnętrzny bardzo duży z wodą o temp. 36 stopni Celsjusza, w którym naprawdę można się wygrzać!
  • 2 duże zjeżdżalnie czynne zimą - w jednej w ubiegłym roku Jędrek się poobijał i opił wody, a ja musiałam wychodzić na czworaka, bo niestety nie nabrałam wystarczająco dużej prędkości, aby wypluła mnie siła wyrzutu (to z pewnością przez mą filigranową sylwetkę ;o) niestety strasznie oblegane, w kolejce "zmarnowałam" 25 minut
  • duża wspólna i w sumie funkcjonalna szatnia
  • niestety zimą nie ma opcji, aby wyjść z basenu na zewnątrz (chyba, że na schodki, które są otaśmowane)
  • wszystko w jednym miejscu, ale właściwie cały kompleks ogranicza się do zespołu basenów i plaży (?) latem
  • fajne nazwy poszczególnych basenów (Cepersko płań, Jaskinia nad Porońcem, Banior basisty)
  • dzika rzeka na zewnątrz działała strasznie anemicznie
  • kompleks, do którego naprawdę łatwo trafić, przypominają o tym zarówno reklamy wielkoformatowe jak i wskazówki w samej Bukowinie
  • za 2,5 godziny zapłaciliśmy 69 zł od osoby
  • baseny rozlokowane na kilku piętrach, co wymaga spacerowania prowadzącymi do nich korytarzami (ale tego chyba nie można było uniknąć ;)


Termy Białka


  • 3 zjeżdżalnie, z których polecam pontonową - jest świetna! Miałam tylko trochę duży ponton, no ale taki akurat był na stanie. Dzieciak, który zjeżdżał przede mną, chyba musiał się w nim schować cały...
  • oprócz kompleksu basenowego spore zaplecze innych "atrakcji" - stok z wyciągiem, karczmy, sklepy, budki z jedzeniem itp.
  • temperatura wody w basenach zewn. zbliżona (w sumie niczym się od siebie nie różnią), za to można wyjść całkiem na zewnątrz i np. natrzeć się śniegiem
  • podział na 2 strefy - głośną i cichą, ale już chcąc skorzystać z masaży trzeba przejść przez bramkę (co jest płatne), zatem trzeba być zdecydowanym na konkretny zabieg - inaczej "odpikniesz się" na darmo (chyba, że wykupisz konkretny pakiet VIP, spa czy jakoś tak)
  • atrakcyjna oferta cenowa (przy kasie zostaliśmy poinformowani o tym, że łapiemy się na wieczorny pakiet, zapłaciliśmy więc po 39 zł za 2 godziny (a normalnie ceny jak w Bukowinie - 65 zł)
  • na zewnątrz działająca dzika rzeka, nawet szybka
  • w damskiej szatni pod prysznicami zabłąkał się jeden osobnik płci męskiej i chyba nawet się nie zorientował :/
  • w środku fajna sztuczna fala, dodatkowo mała grota sztucznej fali przy dzikiej rzece na zewnątrz (strasznie pomiatało ludźmi - nie testowaliśmy. Jędrek nawet był gotów, ale była zbyt oblegana, można było dostać cudzą głową w swoją głowę. Bolą wtedy obie, ale bardziej czuć tę drugą ;o)
  • w środku nie ma systemu zmiany miejsc na stanowiskach masujących (w Bukowinie jest), przez co kiedy ktoś zdążył przykleić się do "swojego", to nie ma opcji, że zwolni miejscówkę. I w tym miejscu przypomniał mi się stały bywalec jacuzzi na Inflanckiej...
  • słabo rezreklamowane miejsce - za pierwszym razem trudno nam było trafić
  • zimą czynne aż do 23:00

Jeden z planów zakładał odwiedzenie term na Słowacji, ale zostawiliśmy je na bliżej nieokreśloną przyszłość. Szaflary jeszcze nas nie zachęciły (może kiedyś?), a tak już zupełnie podsumowując to Jędrkowi do gustu bardziej przypadła Białka (ale Jędrek to Jędrek, wiadomo :P)

W sumie trudno zdecydować, gdzie jest fajniej. W Białce nie podoba mi się ten wyraźny podział na strefę głośną i cichą (swoją drogą nie zapamiętałam, czy w głośnej w ogóle leciała jakaś muzyka, bo w Bukowinie owszem), zwłaszcza to, że trzeba przedostawać się przez bramki. W obu miejscach można nabijać sobie na zegarek zamówienia w drinkbarze. Dodatkowo w Białce w holu można zrobić pocztówkę z fotobudki. Trochę niefortunne i otwarte jej ustawienie powoduje, że na widokówce można zyskać mistrza drugiego planu, a raczej jego tył...




No dobra, ja też jestem za Białką, chociaż do Bukoviny mam jakiś sentyment.

1 komentarz:

Proszę zostaw po sobie ślad w postaci komentarza. Ty nie będziesz się nudzić przez 30 sekund, a ja będę miała motywację, aby dalej pisać :)