środa, 7 grudnia 2016

Święty Mikołaj nas odwiedził




Dawno nie pisałam o tym, co u nas. A u nas sporo . Nie pojawiłam się tutaj przez cały listopad, więc dzisiaj, w grudniu po południu, przy kawie i kawałku ciasta streszczę choć w kilku zdaniach, co porabiamy. Otóż:

Lena śpi.
Jędrzej w pracy.
Ja przy komputerze.

Można byłoby odnieść wrażenie, że Lena ciągle śpi, ale to tylko przez fakt, że jak nie śpi, to jestem zbyt zaabsorbowana tymże faktem właśnie, aby móc jeszcze pisać. Od kilku dni jesteśmy "atakowani" przez własne dziecko, które próbuje nas zjeść. To taka niewinna zabawa, jednak kiedy zdam sobie sprawę z tego, że w jej buzi jest już 6 niemałych ząbków, to przestaje się robić śmiesznie. Jędrzej dostaje brawa za to, że wraca do domu, za to do mnie macha, kiedy robię coś w kuchni. Ale macha krótko, bo zaraz biegnie dziabnąć mnie w łydkę. Bycie mamą to jednak sport ekstremalny.

A propos sportu: cały pokój został wyłożony piankową matą, w związku z czym tak świetnie rozpoczęte i jeszcze konsekwentniej prowadzone treningi moje zostały przerwane. W dodatku mata do ćwiczeń robi za przedłużenie tej puzzlowej. Miałam nadzieję pobiegać, ale ślisko, więc czekam na odwilż.

Wczoraj za to odwiedził nas Święty Mikołaj. Tak, dobrze czytacie: NAS odwiedził. Wszystkich. Wyjątkowo dobrze sprawowaliśmy się w tym roku. Zupełnie nie wiem czemu gabarytowo najmniejszy prezent dostałam ja. A największy - Lena. Przypadek?






Pod koniec października zyskaliśmy nowych sąsiadów i jesteśmy przez nich trochę rozpieszczani. Wciąż dostajemy ciasta i inne pyszności, w związku z czym i ja się zebrałam, aby coś upiec, choć oficjalnie nie tykam słodyczy. Stąd też ten kawałek ciasta przy kawie. Przy filiżance. Bo kawy już nie ma. Ciasto też zjadłam. Lenka się przeciąga. A więc - tymczasem.

poniedziałek, 31 października 2016

O 10 lat młodsza...

W pobliskim sklepie zostałam poproszona o okazanie dokumentu, który pozwoliłby mi na zakup piwa. Nie słyszałam takiej prośby od 10 lat! To chyba dobrze? Czyli wyglądam na osiemnastkę? :D A właściwie to nawet na te 18 lat nie wyglądam...



Lena rośnie jak na drożdżach. Raczkuje szybciej niż zalewam kawę. W dodatku najchętniej zjadłaby wszystko, co widzi na naszych talerzach.



Jędrek dba jednak o jej linię. Albo po prostu się nie zrozumieliśmy. Jeden z dialogów wyglądał mniej więcej tak: (Lena siedzi w krzesełku, coś zjada, kończą jej się brokuły. Jędrek w kuchni, ja obok Leny).

- może zaraz tata ci jeszcze coś przyniesie...
- oj nie, już chyba wystarczy... dużo tam już jest
- ...ale czemu nie chcesz jej dać?
- już w nią tak nie napychajmy, to tez niedobrze.

Kropka.

Potem się okazało, że ja o dokładce, a On o zmywarce :/





W piątek Lenki tata wziął urlop i zabrał swoje dziecko na spacer. Bilans: z 3 zabranych zabawek wróciła jedna. W pół godziny posiali gdzieś zarówno gryzaka jak i gadającą pszczołę.
 

poniedziałek, 17 października 2016

8 miesięcy... kiedy to zleciało??

Dawno nic nie pisałam, wiem, dlatego też postanowiłam się zrehabilitować. Życie codzienne wymaga jednak tak wielu trików i uników, że trudno znaleźć czas na to, by sklecić chociaż kilka zdań i te ilustracje codzienności z aparatu przenieść na bloga. O jakich unikach mówię? Ano o takich, że Lena ma już 6 (!) ząbków, w związku z czym potrafi ukąsić.Ostatnio celem wspomnianych ataków są moje ręce.

Jeszcze przed miesiącem nasze dziecko kręciło głową widząc zbliżającą się do ust jego łyżeczkę z jedzeniem. Kręciło szybko i na boki. Teraz widok czegokolwiek, co można byłoby ugryźć, wywołuje nieprzepartą chęć, aby to zrobić. I tak poznaje nowe smaki. Oczywiście największym powodzeniem cieszą się produkty będące pożywieniem rodziców, toteż dziś musiałam odstąpić swoją kanapkę, ale na talerzu Lenki wylądowały już buraki, marchewka, gruszki, awokado, jabłka, jaja przepiórcze, brokuły, maliny, fasolka szparagowa, pietruszka, banany i kilka innych smakołyków.




Wyglądamy deszczu, ale o dziwo dziś nie pada. O dziwo, ponieważ zawsze w poniedziałek przed wtorkiem (kiedy odbierają od nas śmieci, a odbywa się to co 2 tygodnie) leje. Wszystkie tektury, które nie mieszczą się do śmietnika muszą zostać dobrze rozmoczone - taka to już u nas świecka tradycja. Skoszona trawa też musi puścić soki. Dlatego jestem przekonana, że zaraz pojawi się jakaś chmurka. Tymczasem jest tak słonecznie, że wychodzimy na spacer.