środa, 17 sierpnia 2016

Skórzana rocznica ślubu




Podobno trzecia rocznica ślubu to tzw. skórzana. Przed godziną składałam już zamówienie na Maserati w skórzanej tapicerce, ale uzmysłowiłam sobie, że Jędrek ze skórzanych rzeczy najbardziej lubi masaż. Karku albo głowy - więc zmieniłam plany i będzie masaż skóry głowy.





Ten facet po prawej wygląda jakby niczego w życiu nie przeskrobał, tymczasem jego największą wadą jest to, że nie zamyka szaf (!) Nie macie pojęcia, jakie to irytujące dowiedzieć się o tym po kilku latach znajomości, ponieważ do niedawna jedynym własnym meblem był taboret.

Odgrzebałam zdjęcia sprzed trzech lat i tak oto trafiłam na folder o nazwie "podróż poślubna". Zdjęcia nigdy nie publikowane. Perełka. Wrzucę w kolejnym poście... a tymczasem kilka kadrów z sesji poślubnej:



Zdjęcia z samego ślubu były publikowane w postach: Wrażeń ze ślubu i wesela część I, część II, część III i część IV.

Jutro za to Lena kończy pół roku. Od tygodnia rozszerzamy dietę - próbuje zabawek, książek, gazet, nie pogardzi opakowaniem witamin. Makulatura jest zdecydowanie w jej guście. Marchewka - be. Burak - be. Ma jednak ten komfort, że jest tylko dzieckiem, więc ma prawo odmówić jedzenia warzyw, których nie lubi.

Kurczę, Jędrek w dalszym ciągu odmawia zarówno marchewki jak i buraka.

niedziela, 7 sierpnia 2016

Schyłek XX wieku na Lubelszczyźnie

7 sierpnia 1988 roku, w niewielkim mieście na wschodzie Polski, tuż przy granicy z Ukrainą przyszłam na świat ja. Mama Leny. Żona Jędrzeja. Jedynie starszyzna rodu wie, jakim byłam niemowlęciem, wszak z tego okresu nie zachowało się ani jedno zdjęcie. Być może to dobrze. Być może. To pozwala mi twierdzić, że moje dziecko jest do mnie podobne. Z pewnością jest dużo ładniejsze. Ma urocze dołeczki w policzkach i cudownie się uśmiecha.




Dziś dzień wyjątkowy, więc śniadania do łóżka nie dostałam. Upiekłam za to tort. Malaga, tikitaki i kasztanki. Nie wiem, jak mi wyszedł, więc jeżeli chcecie złożyć mi życzenia, to proszę jedynie o to, aby nas brzuchy nie rozbolały od tej słodyczy. Wszystko inne mam :o)



poniedziałek, 1 sierpnia 2016

Tour de Łódzkie

Wczoraj Lenka miała dzień odwiedzin babć. Odwiedziła prababcię (tę, do której oba dżipiesy zgubiły drogę) i babcię (tę, która do zmiany rosołu w dowolną zupę potrzebuje dokładnie 2 minut. Ewentualnie "minuta osiem").

Następnie przećwiczyła wiązania pareo, których w piątek uczyła Macademian Girl:


Ostatniego nie zdołałyśmy zaprezentować, bo modelka zabrała się za degustację pareo. Takie czasy, że modelki niewiele jedzą, więc cieszmy się, że ta przynajmniej nie grymasi.