środa, 1 października 2014

Perfumy się psują!

Odkryłam wczoraj rzecz straszną. Czy wiedzieliście o tym, że perfumy mogą się zepsuć? Niedoinformowanych instruuję: mogą. I wcale nie od opalania się w pełnym słońcu czy wylegując na żeberkach grzejnika.

Ponieważ zapachy kolekcjonuję łącznie z flakonami, nie jestem w stanie zużyć wszystkich na czas. Część z nich leżała sobie w tekturowym pudełku gdzieś w głębi szafy, pozostałych używałam w zależności od okoliczności. I tak o kolejnym flakonie Angela, który kojarzy mi się z Angelem Jędrkowym i ślubem, przypominałam sobie przy okazjach szczególnie miłych, np. kiedy wychodziliśmy na randki. Daisy to pierwsze perfumy, które od Niego dostałam, więc do końca nie zużyte. Do szafy. Obok Idylle dreptałam, aż je w końcu dostałam. Kolejne przyleciały prosto z Meksyku, użyłam ich do tej pory może 3 razy i wciąż czekają na swoje 5 minut.

Ku mojemu zaskoczeniu nie popsuły się wcale te najstarsze, ale alien i różowa Escada. Alien został oddelegowany do innych czynności i tak ze stanowiska szeregowego perfumatora został zdegradowany do roli odświeżacza samochodowego. Z barwy jasnożółtej zrobił się jasnobrązowy i zmienił nieco swój zapach. Escada rozczarowała mnie później, bo dopiero dziś rano zauważyłam, że jednak pachnie dziwnie, inaczej niż pierwotnie. Przetrzymała mnie, bo przez kolor butelki tego nie zauważyłam, a liczyć mogę jedynie na swój nos. Czytaj: Jędrek nie ma węchu. (Swoją drogą to ciekawe, bo to właśnie On wyszukuje mi co lepsze perfumowe perełki).

Pozostałe zapachy, na których ocaleniu mi zależy wyjęłam z szafy i używać będę na potęgę, żeby się nie zepsuły. Mądra Polka po szkodzie.

A słowem wstępu jutrzejszego postu, stopniując napięcie...



Tymczasem!

wtorek, 30 września 2014

Zamek w Mosznej - nie zamek, ale też ładny

Zamek w Mosznej zamkiem nigdy nie był, a jedynie pałacem. Nie jest też szczególnie stary, bo wybudowany po 1896 roku, po pożarze starego pałacu Thiele-Wincklerów. Budowla jest jednak okazała i zdecydowanie "nie-polska". Tym, co ją wyróżnia są wieżyczki w liczbie 99 i rozmiar - posiada 365 pomieszczeń.

Na myśl przychodzi mi od razu porównanie z zamkiem Książ w Wałbrzychu, który ma ich ponad 400 i naturalnie... bazyliką w Licheniu, która szczyci się za to 365 oknami. Ktoś tu ewidentnie miał jakieś kompleksy.




Sama miejscowość o przepięknej nazwie ;o) Moszna leży niedaleko Opola, a dotarliśmy tam w poniedziałek (nie wczoraj of course, ale tydzień temu). Początek urlopu mieliśmy raczej zimny, wietrzny i deszczowy, za to w Mosznej - jak na złość - wyszło słońce. I nie mówię tego z przekąsem, bo naprawdę nie chciało się schować, przez co pałac był średnio widzialny od strony ogrodu.

Zatrzymam się więc jeszcze przy zdjęciach od frontu:




z niepowodzeniem starałam się zrobić selfie z zamkiem. No cóż - albo rybki albo akwarium. Zamku może nie ma, ale ja i owszem...




I jest sukces, mamy zamek:




Tak za to pałac w Mosznej prezentuje się od ogrodu:




Fotografii wnętrza zwiedzanych komnat z rozmysłem nie wrzucam, bo pałac trzeba odwiedzić. Internet wszystkiego odkryć przecież nie może!

Na Jurze spędziliśmy kilka dni, ale na dziś to tyle. Po więcej - zapraszam wkrótce :)

sobota, 20 września 2014

Święto kwiatów owoców i warzyw 2014


Na 37. święto kwiatów owoców i warzyw do Skierniewic jak zwykle zjechały światowej sławy osobistości: był Sawicki, Piechociński, Okrasa i ja. Poza naszą czwórką - licznie zgromadzeni mieszkańcy i ich goście. I to jeszcze nie wszystko, bo zapomniałam wymienić trzech zataczających się jegomościów, świeżo po kąpieli, bo z pianą w ustach. Oni też nie mogli przepuścić okazji, by nie spróbować tutejszej skierlotki, a skierlotka to taka szarlotka, tyle że ze skierniewickich jabłek.


.


Odchodzące od rynku uliczki wypełniły się straganami i gdyby nie fakt, że nie przejedliśmy jeszcze zeszłorocznych miodów, to na pewno skusilibyśmy się na kolejny. W ubiegłym roku zakupiliśmy też takie sprytne urządzenie do robienia sprężynek z ziemniaków, które można nabić na patyk i upiec. Wiecie, ile razy zdążyliśmy go użyć? ... no właśnie.

A teraz Sierniewice po zmroku:




 

 



Pieniążek z jabłkiem, dzieciak z jabłkiem... tylko Wokulski jakoś tu nie pasuje. Apeluję, aby wyposażyć Stasia w skierniewickie jabłuszko, jak na owocową stolicę Polski przystało!

O, tak lepiej: