czwartek, 30 lipca 2015

3 polskie piramidy

Będę szła chronologicznie. Dla niewyspanych: zacznę od tej, którą zobaczyliśmy jako pierwszą.

1. Piramida w Wągrowcu - województwo wielkopolskie


Wągrowiec to nieduże miasto, odrobinę bardziej ludne od Hrubieszowa. To Wam trochę ułatwi wyobrażenie sobie jego rozmiarów, wszyscy wszak wiedzą, ilu Hrubieszów liczy mieszkańców (razem z tymi studentami co to wyjechali i już nie wrócili). Leży sobie 60 km od Poznania, specjalnie więc może nie mielibyśmy pędu tam jechać, ale skoro i tak co roku jesteśmy w Poznaniu, to wreszcie kończą się pomysły na okoliczne wycieczki... tak też trafiliśmy do piramidy - grobowca rotmistrza Franciszka Łakińskiego. On sam rysunek-projekt piramidy pozostawił w swoim testamencie.


Podobno w jej wnętrzu trumna wisi nad ziemią na dwóch łańcuchach. Piramida mierzy niemal 10 metrów i jest wykonana z ociosanych kamieni polnych. Na czterech filarach ją otaczających, niegdyś umieszczone były orły pruskie które zostały zniszczone w 1919 roku przez Polaków lub też - jak głosi legenda - z nastaniem wolnej Polski same odleciały do Prus.





Zgodnie z wolą rotmistrza zmarłego 4 czerwca 1845 roku, dostępu do tego niezwykłego mauzoleum miał pilnować dozorca - koniecznie inwalida wojsk artyleryjskich, dla którego w pobliżu wybudowano domek ze studnią i stajenkę.

Nieopodal grobowca stoi starsza od niego kolumna zwieńczona wizerunkiem konia wyciętym z blachy. Według ustnych podań jest pod nią pogrzebany koń rotmistrza.

 

 
Po wystawieniu grobowca wzniesienie obsadzono lasem sosnowym. Przed śmiercią Łakiński ponoć powiedział, że "gdy te choinki podrosną tak wysoko, że pomnik ten zakryją swoim wzrostem, to wtedy zmartwychwstanie Polska". Przepowiednia sprawdziła się i po I Wojnie Światowej Polska odzyskała niepodległość.


2. "Arianka" w Krynicy - województwo lubelskie


Ta piramida leży całkiem niedaleko Chełma i zupełnie blisko Krasnegostawu. Trafiliśmy tam za drugim podejściem, bo po raz pierwszy byliśmy już po zmierzchu i nie za bardzo wiedzieliśmy, w którą stronę mamy iść.

Arianka to grobowiec Pawła Orzechowskiego, właściciela zamku w Krupem, który znacie już z poprzedniego wpisu. Piramida grobowa stoi sobie w środku lasu, jakieś 10 - 15 minut spaceru od drogi.


Można zajrzeć do środka, ale niczego tam nie znajdziemy. I właściwie to nie wiadomo, dlaczego zechciał pochować się w takim nietypowym jak na tutejsze zwyczaje grobowcu.


3. Piramida w Rapie - województwo warmińsko-mazurskie


Czyli najsłynniejsza piramida w Polsce. Dowiedziałam się o niej kiedyś od Aśki, która prowadzi bloga matka tylko jedna, dawno dawno temu, kiedy Jędrek zakładał stronę z turystycznymi atrakcjami Polski. Wtedy jednak wiedziałam, że nie możemy o niej napisać, bo za punkt wyjścia przyjęliśmy naoczne zwiedzenie opisywanej atrakcji (nie jest to może zbyt fortunne określenie dla grobowca, sorry).

No więc wreszcie mogę o niej napisać, kiedy to udało nam się dotrzeć do głębi Mazur, wysoko wysoko aż pod obwód kaliningradzki. Jako jedyna z tych trzech piramid posiada nawet przewodnika!




No więc podjeżdżamy na parking, z którego niedaleko mamy do piramidy, wysiadamy, na rowerze dopada nas zdyszany przewodnik, pospiesznie zakłada opaskę z logo Gołdapi. I proponuje, że zaprowadzi nas do piramidy i coś nam o niej opowie. Na oko ma jakieś 6 lat. Jak później twierdzi - 9  i zbiera na wycieczkę do Warszawy i nawet ma już 205 złotych na ten cel. No więc dorzuciliśmy mu trochę i go "wynajęliśmy".

To był najmłodszy przewodnik, jaki nas kiedykolwiek oprowadzał. Całkiem nieźle mu szło, chociaż więcej recytował niż opowiadał, a na koniec coś mówił o piramidzie Cheopsa w Polsce... Tak, w Polsce. Nie umiał dokładnie wytłumaczyć, gdzie ona jest, ale uparcie twierdził, że jest chyba nawet większa niż ta w Rapie. Twierdził też, że 2 kamienie w ścianie piramidy mają niezwykłe właściwości.

Sama piramida jest grobowcem rodzinnym pruskiego rodu baronów von Fahrenheid. Piramidę zbudowano jeszcze za życia głowy rodziny, pierwszą pochowaną tam osobą była trzyletnia córka barona, która zmarła na szkarlatynę. Wreszcie spoczęły tam także zwłoki barona i całej rodziny.

Obecnie wejście do piramidy jest wprawdzie zamurowane, jednak aż dziwne, że w środku zostawiono taki bałagan - rozrzucone cegły, niedbale ustawione trumny.




Wiadomo, że ciała nie mają głów, a na temat przyczyn tego stanu rzeczy krąży kilka teorii. Jedni twierdzą, że grobowiec został zdewastowany przez Rosjan w czasie II WŚ i wtedy też ciała pozbawiono głów. Są jednak tacy, którzy twierdzą, że głowy były tam jeszcze w latach 90., a profanacji zwłok dokonali miejscowi Ukraińcy. A może prawda jest zupełnie inna?


Wkrótce powiem Wam coś więcej o innym miejscu na Mazurach, które miałam okazję odwiedzić. Miejscu z ciekawą historią, w które polecam dotrzeć wszystkim, których zmęczą kajaki albo których dopadnie nuda w szuwarach. Na razie nie powiem, co to za miejsce, za to w kolejnym poście pozostaniemy w pobliżu obwodu kaliningradzkiego, tylko jeszcze bardziej na wschód. Budowle będą imponujące, toteż zapraszam.

czwartek, 23 lipca 2015

Zamek w Janowcu i zamek w Krupem

Dobra, zmieńmy ten szpitalny temat, bo już sama na ten talerz z "jedzeniem" patrzeć spokojnie nie mogę. Do mięsa od tamtej pory mam wstręt, niech więc to wykwintne danie ustąpi miejsca architekturze.

Jakiś czas temu obiecywałam pokazać zdjęcia dwóch zamków na Lubelszczyźnie, a jak ja coś obiecuję... to wprawdzie trzeba trochę poczekać, ale w końcu idzie się doczekać.

Zamek w Janowcu

Na początku czerwca odwiedziłam go po raz drugi i tym razem trochę inaczej go widzę. Myślałam, że jest ciekawszy niż jest... tzn. wiem, że do orlego gniazda mu daleko, ale Malbork zostawia daleko w tyle, więc nie ma tragedii. Nie ma tu jednak nic specjalnego do zwiedzania, można się jedynie przejść po schodach i popatrzeć z góry na Wisłę. Tę Wisłę, co Janowiec rozwodzi z Kazimierzem Dolnym. W sezonie można tu nawet dotrzeć promem.


Budowę zamku rozpoczęto w 1508 roku i do dziś znany jest jako "zamek Firlejów".


Zamek w Krupem

Jego budowę w 1492 roku rozpoczął Jerzy Krupski. Właśnie wtedy, kiedy Kolumb dotarł na Bahamy, ten Kolumb, co to do  śmierci się nie dowiedział, że odkrył Amerykę. Przypuszczam, że Krupski także nie wiedział, że w XXI wieku ruinę pięknego zamku porosną chwasty.




Skoro dzisiaj było trochę o Ameryce, to w kolejnym poście będą piramidy. Czy wiecie, ile jest w Polsce piramid? Uprzedzam, że nie mam na myśli szklarni na pomidory w kształcie ostrosłupa prawidłowego.

wtorek, 30 czerwca 2015

Pozory mylą. Serio ;o)

Szpitalne jedzenie wcale nie wygląda tak źle, jak smakuje. Wróć. Szpitalne jedzenie wcale nie smakuje tak dobrze, jak wygląda.




No więc nadaję do Was ze szpitala ;) Nie pytajcie co mi jest, bo i tak Wam nie powiem, a gdybyście się planowali o mnie martwić (absurd, wiem :P), zaklinam - nie czyńcie tego. Jest mi tu całkiem dobrze. Nie jest to moze hotel najwyższych lotów, ale aktualnie mam pokoj typu twin z dostawką, nie ma co narzekać, w dodatku z widokiem na lądowisko dla helikoptera. Przypadek? Nie sądzę. No dobra, życzyłabym sobie wyższego standardu w łazience, ale jak pewnie wiecie nie jestem szczególnie wybredna. Całe szczęście na oddziale ani jednego chlopa, więc nie będę tu zgrywac Paris Hilton, że mi brak klucza do pokoju kąpielowego robi jakąś różnicę. Wczoraj salowa mnie pocieszyła. Że jak jej się zdarzyło leżeć w tym szpitalu 20 lat temu, to karaluchy się ustawiały szerokimi kolumnami. I że daje słowo, nie został ani jeden osobnik. No mam nadzieję, szkoda, gdyby mi buszowały w czereśniach. Wtedy bym strzeliła focha, a tak to nie narzekam.

No dobra, narzekam. Na nudę! Wypisali dziś dziewczynę, towarzyszkę mojej doli. Przeczytałam Wysokie Obcasy Extra (no przecież nie powiem, że jakiegoś szmatławca) i z nudów teraz piszę. Tak, temu właśnie zawdzięczacie ten post ;)

 I z nudów Wam pokażę moje śniadanko:



i kolację:



Tak, nie mylicie się, nic ich nie różni, nic, poza godziną serwisu. Swoją drogą Pani nazwała posiłek serwowany o godzinie 16:50 kolacją... ja tam się jeszcze nie kładę :/ Ach a herbata jest słodzona z urzędu. No skandal :P (Nie, nie marudzę).

Poza tym mam wrażenie, że nikt mnie tu nie rozumie. Kupiłam w sklepiku wodę niegazowaną, dostałam gazowaną. Co tam, że dwa razy prosilam o NIEgazowaną. Dobra, nie marudzę. Norwida też nie rozumieli współcześni mu. Nie żebym się jakoś dopominała, ale może za 100 lat ktoś zechce wydać te wpisy w jakimś gustownie oprawionym tomiku? Na wszelki wypadeczek zawczasu przygotuję erratę. Postaram się, żeby nie była obszerniejsza od tejże marnej treści.

Zdrowia Wam życzę i pamiętajcie, jakkolwiek byście się nie czuli: najbardziej chora jest służba zdrowia. Dziękuję.