poniedziałek, 20 czerwca 2016

Lenka dostała prezent... że ho ho!

Wysypiamy się niemożebnie. Przez cały tydzień sypiałyśmy do 9:00 albo do 10:00. Czy wyobrażacie sobie, jak długo przysnęliśmy w sobotę? Do 6:00. Pobudka w trybie pilnym, obwieszczona głosem nieznoszącym sprzeciwu. Ech, te weekendy..

To na pewno przez to, że w sobotę właśnie, Lena skończyła 4 miesiące. Jest już naprawdę duża. Jest już tak duża, że zaczęła sypiać we własnym łóżeczku. (W sumie to dostała bana po kilkukrotnym skopaniu swojej mamy, przez co mama już od świtu musiała asekurować się kołdrą).

A oto co Lence wyhaftowała uzdolniona ciocia Jadzia:



Obrazek zdobi już ścianę w pokoju Lenki.


A teraz chciałabym, tak już zupełnie pobocznie, pokazać podobieństwo Lenki do taty. Naszkicowałam oboje


Gdzie to podobieństwo??? :-P

czwartek, 16 czerwca 2016

Taka sprawa jest... rodzeństwo Lenki :D

Taka sprawa jest: siedzę sobie na tarasie, Lena w wózku obok odbywa przedpołudniową drzemkę, komputer na kolanach, kubek z gorącą kawą w dłoni i zabieram się do pisania. Jestem superwyspana, bo ostatnio sypiamy nawet do 10:00. Kładziemy się wprawdzie grubo po 22:00, ale co tam. No więc jest cieplutko, ptaszki śpiewają, nawet jakieś pianie koguta słychać w tle. W ogródku chwasty kwitną aż miło, trawa pnie się wysoko... cudnie jest. Tylko z tą kawą przesadziłam, bo mi nie wolno. Wszystko inne wolno. Pisać, opalać się, planować... W końcu jesteśmy na urlopie :D Ktoś mi powie, że urlop macierzyński to swoiste niedopowiedzenie, ale przecież wystarczy się odpowiednio na to przygotować. Nastroić. Zdać sobie sprawę z tego, że urlopować można się nawet w domu i niekoniecznie oznacza to generalny remont. No dobra, mieliśmy dwutygodniową zabawę z łazienką, ale to już za nami, a my urlopujemy się dalej.

Oczywiście trochę nam szkoda, że Lenki taty z nami tu nie ma, że musi siedzieć w klimatyzowanym biurze gdzieś w Warszawie, gdzie takiego świeżego powietrza jak tutaj mamy nie uświadczysz, ale mamy nadzieję, że wieczorem do nas dołączy. Nawet nam bardzo szkoda. Bardzo bardzo. Na pewno nas czyta, więc może pozwolę sobie tutaj przemycić coś, o czym nawijam wprost wieczorami, kiedy Lenki tata jest w domu. TEN DRUCIAK WSTRĘTNY, TA MYJKA, CO TO LEŻY W ZLEWIE, MA LEŻEĆ W ZLEWIE, A NIE NA. BO JA SIĘ ZNOWU NIECHCĄCY TEGO PASKUDZTWA DOTKNĘŁAM (!!!) NO. To teraz wróćmy do rześkiego poranka na tarasie. Lena do drzemki, ja do pisania.

Otóż ostatnio byłam świadkiem ciekawej scenki pomiędzy rodzeństwem sąsiadów. Starsza dziewczynka koniecznie usiłowała wyrwać swojemu bratu rowerek, a kiedy już jej się to udało, to sobie poszła. Jak gdyby nigdy nic. I wtedy właśnie sobie postanowiłam, że Lenka nigdy, przenigdy nie będzie miała starszego rodzeństwa. Nie damy sobie rowerków wyrywać, no nie damy.

Pozdrawiamy. Ja i śpioch <3



poniedziałek, 6 czerwca 2016

Po czym poznać, że masz dziecko?




Są takie chwile, kiedy maluch cichutko sobie drzemie, tak cicho, że trudno zgadnąć, że ktoś w tym wózku jest. Ale sam fakt posiadania dziecka można stwierdzić patrząc tylko na jego rodziców. Co takiego nas demaskuje? Otóż bardzo wiele! Począwszy od tego, że...

  • pieluchy zabierasz absolutnie wszędzie. Nie mam na myśli "pampersów", ale zwykłe tetrowe pieluchy. Pieluch nigdy dość, a to się "komuś" uleje, a to "ktoś" się uślini. Pielucha przydaje się chociażby po to, aby ocalić swoje ubranie, kiedy bierzemy Lenkę na ręce. Prowadzi to jednak do tego, że niejednokrotnie wyjeżdżam z wózkiem z domu z taką właśnie pieluchą pod szyją, witam się z sąsiadką, listonoszem, otwieram komuś drzwi, po czym orientuję się, jak osobliwa zdobi mnie serwetka. Kiedyś Gosia powiedziała, że właściwie odkąd jest Olek, to ona nie nosi swojej torebki, a jak coś potrzebuje wziąć, to wrzuca do torby z rzeczami Olka. Ja podróżuję z obiema. W swojej też mam tetrowe pieluchy. I maskotkę z pozytywką. I grzechotkę. I krem do twarzy... oczywiście Lenki.

  • na zakupach kołyszesz wózek. Ostatnio Jędrek przyznał się, że przy półce z wędlinami jedną ręką wciąż kołysał wózek z zakupami. Do przodu, do tyłu... chyba, żeby mu nie płakał ;)
 
  • odróżniasz pajacyki od śpiochów i półśpiochy od kaftaników. Wyższy poziom wtajemniczenia: znasz się nawet na dziecięcych rozmiarach. Oczywiście potrzeba czasu, żeby dojść do wprawy. Pamiętam, jak któregoś razu Lenka wymagała całkowitego przebrania i Jędrek przyniósł jej "komplet": śpiochy i półśpiochy. Chyba żeby w nóżki nie zmarzła ;) No ale weźmy poprawkę na to, że była noc. Byliśmy śpiący. Zdarza się w najlepszej rodzinie.

  • Biografie i kryminały zamieniasz na bajki. Od miesiąca czytam ks. Kaczkowskiego Grunt pod nogami, od dwóch lat męczę Coco Chanel. Intymnie. Przeczytałam za to Piękną i bestię oraz Małą syrenkę, a kontrastowe i szeleszczące to łykam jak młody pelikan. Tu to się dopiero można wyżyć narracyjnie.
A nie, przepraszam. Na gazetkę promocyjną z lidla czy z biedronki zawsze przy porannej kawie znajdę czas.



A teraz lojalnie uprzedzam, że jeśli wstawię kolejne zdjęcie Leny, po którym odzewem będzie: 100%Jędrzeja, wykapanytatuś, całyJędruś, to kolejną fotkę zobaczycie za rok.


Za ruski rok :-P