wtorek, 3 stycznia 2017

Witam w 2017 roku!

Pewnie wszyscy już się zorientowali, że mamy rok 2017. W sumie zmienia się tylko ostatnia cyferka w dacie, więc i koniec starego, a początek nowego roku są zwykle podobne - najpierw podsumowujemy ten stary, ale w sumie to nie mamy czasu, bo w Sylwestra sklepy zaraz zamkną i trzeba zrobić zapasy na długi dzień następny, potem wpada do głowy, żeby coś postanowić tylko po to, aby w połowie stycznia o tym zapomnieć, a następnie przychodzi luty, kiedy orientujesz się, że twoje dziecko... właśnie kończy pierwszy rok! I tak naprawdę dopiero wtedy zdajesz sobie sprawę z tego, jak ten czas zaiwania. Na szczęście dziecko rośnie, ale my się nie starzejemy, wręcz przeciwnie, więc łatwiej to wszystko przełknąć.

Wyjątkowo nie zrobiłam podsumowania poprzedniego roku, ale jak już się pewnie domyślacie zrobię je w drugiej połowie lutego. Dlaczego? A no bo tak ;o)

Oddałam (rękami mamy) książkę do biblioteki, którą przetrzymywałam od 5 lat. To bardzo wyrozumiała placówka, bo nie dość, że sami przypomnieli o zwrocie, to jeszcze nie poniosłam za to żadnej kary. Z tego miejsca serdecznie dziękuję. PS możecie mnie zbesztać, bo to bardzo szkodliwe społecznie tak trzymać książkę, na którą być może czekają inni. W dodatku nawet jej nie doczytać do końca.




Życzę Wam i Waszym Dzieciom wszystkiego dobrego, obyście byli grzeczni, aby dzieci nie musiały się wstydzić.


środa, 7 grudnia 2016

Święty Mikołaj nas odwiedził



Dawno nie pisałam o tym, co u nas. A u nas sporo . Nie pojawiłam się tutaj przez cały listopad, więc dzisiaj, w grudniu po południu, przy kawie i kawałku ciasta streszczę choć w kilku zdaniach, co porabiamy. Otóż:

Lena śpi.
Jędrzej w pracy.
Ja przy komputerze.

Można byłoby odnieść wrażenie, że Lena ciągle śpi, ale to tylko przez fakt, że jak nie śpi, to jestem zbyt zaabsorbowana tymże faktem właśnie, aby móc jeszcze pisać. Od kilku dni jesteśmy "atakowani" przez własne dziecko, które próbuje nas zjeść. To taka niewinna zabawa, jednak kiedy zdam sobie sprawę z tego, że w jej buzi jest już 6 niemałych ząbków, to przestaje się robić śmiesznie. Jędrzej dostaje brawa za to, że wraca do domu, za to do mnie macha, kiedy robię coś w kuchni. Ale macha krótko, bo zaraz biegnie dziabnąć mnie w łydkę. Bycie mamą to jednak sport ekstremalny.

A propos sportu: cały pokój został wyłożony piankową matą, w związku z czym tak świetnie rozpoczęte i jeszcze konsekwentniej prowadzone treningi moje zostały przerwane. W dodatku mata do ćwiczeń robi za przedłużenie tej puzzlowej. Miałam nadzieję pobiegać, ale ślisko, więc czekam na odwilż.

Wczoraj za to odwiedził nas Święty Mikołaj. Tak, dobrze czytacie: NAS odwiedził. Wszystkich. Wyjątkowo dobrze sprawowaliśmy się w tym roku. Zupełnie nie wiem czemu gabarytowo najmniejszy prezent dostałam ja. A największy - Lena. Przypadek?




Pod koniec października zyskaliśmy nowych sąsiadów i jesteśmy przez nich trochę rozpieszczani. Wciąż dostajemy ciasta i inne pyszności, w związku z czym i ja się zebrałam, aby coś upiec, choć oficjalnie nie tykam słodyczy. Stąd też ten kawałek ciasta przy kawie. Przy filiżance. Bo kawy już nie ma. Ciasto też zjadłam. Lenka się przeciąga. A więc - tymczasem.

poniedziałek, 31 października 2016

O 10 lat młodsza...

W pobliskim sklepie zostałam poproszona o okazanie dokumentu, który pozwoliłby mi na zakup piwa. Nie słyszałam takiej prośby od 10 lat! To chyba dobrze? Czyli wyglądam na osiemnastkę? :D A właściwie to nawet na te 18 lat nie wyglądam...



Lena rośnie jak na drożdżach. Raczkuje szybciej niż zalewam kawę. W dodatku najchętniej zjadłaby wszystko, co widzi na naszych talerzach.



Jędrek dba jednak o jej linię. Albo po prostu się nie zrozumieliśmy. Jeden z dialogów wyglądał mniej więcej tak: (Lena siedzi w krzesełku, coś zjada, kończą jej się brokuły. Jędrek w kuchni, ja obok Leny).

- może zaraz tata ci jeszcze coś przyniesie...
- oj nie, już chyba wystarczy... dużo tam już jest
- ...ale czemu nie chcesz jej dać?
- już w nią tak nie napychajmy, to tez niedobrze.

Kropka.

Potem się okazało, że ja o dokładce, a On o zmywarce :/




W piątek Lenki tata wziął urlop i zabrał swoje dziecko na spacer. Bilans: z 3 zabranych zabawek wróciła jedna. W pół godziny posiali gdzieś zarówno gryzaka jak i gadającą pszczołę.