Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Paryż. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Paryż. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 3 marca 2015

Trzy paryskie kościoły, które warto zobaczyć

Obiecałam powiedzieć coś więcej o trzech paryskich świątyniach. Miałam na myśli:
  • Katedrę Notre Dame
  • Bazylikę Sacre Coeur
  • Kościół Saint Pierre de Montmartre

Katedra Notre Dame

Chciałam ją zobaczyć zaraz po tym, jak przeczytałam "Katedrę Marii Panny w Paryżu" Victora Hugo. Książka i sama historia są moim zdaniem absolutnie genialne. Zresztą znajomość treści zdążyła mi się przydać, kiedy nieprzypadkowo znaleźliśmy się na "Dzwonniku z Notre Dame" w Kongresowej, który to przypadkowo okazał się być w całości grany w oryginale... a ja robiłam za tłumacza akcji. Za to śpiewali ładnie, trzeba im przyznać ;)




Katedra Notre Dame to budowla w stylu gotyckim, jedna z najbardziej znanych i rozpoznawalnych na świecie (chociaż ja dużo wcześniej kojarzyłam taki sobie niby zwyczajny kościół w Czerniczynie...). Budowano ją w latach 1163 - 1345 czyli prawie 200 lat (tak wiem, mam tendencję do redundancji. Niech będzie, że 180). Wznosi się na wyspie na Sekwanie, a plac kościelny nosi imię Jana Pawła II. I właściwie muszę na tym zakończyć jej opis, bo do środka nie udało nam się wejść, chociaż zrobiliśmy dwa podejścia.




Kościół Saint Pierre de Montmartre


Dwunastowieczny gotycki kościół położony na Wzgórzu Montmartre. Położony bardzo malowniczo. Początkowo nawet myśleliśmy, że dziwnie szybko dotarliśmy do Sacre Coeur, jednak to jeszcze nie była bazylika. W kościele Świętego Piotra znajduje się figura św. Dionizego - pierwszego biskupa Paryża i patrona Francji. Jego postać trzyma w rękach swoją własną głowę. Podobna postać została przedstawiona w portalu katedry Notre Dame.




Męczennik został ścięty na Wzgórzu Montmartre (wg jednego tłumaczenia nazwa tego wzgórza oznacza dosłownie górę męczenników). Stare źródła podają, że po ścięciu biskup podniósł z ziemi swoją głowę, obmył w fontannie i ruszył dalej. Święty Dionizy jest też patronem cierpiących na bóle głowy i migreny, ale w czym dokładnie przejawia się jego sprawcza moc to nie wiem, bo mama odkąd pamiętam łyka etopirynę.


Bazylika Sacre Coeur


Ta świątynia przeżywała prawdziwe oblężenie (nawet, jeśli zabrać z niej naszą dwójkę). Historia budowy tego kościoła jest dosyć ciekawa i wiąże się z wojną francusko-pruską, która toczyła się w 1870 roku. Podobno dwaj francuscy przemysłowcy złożyli sobie przysięgę, że jeśli Paryż przetrwa działania wojenne - wybudują bazylikę ku czci Serca Jezusowego. Miasto praktycznie nie ucierpiało, stąd dziś na samym szczycie Wzgórza Montmartre stoi Bazylika Sacre Coeur.

Zaobserwowałam tu zdumiewającą rzecz, która nam nigdy nie przyszłaby do głowy. Jeśli ołtarz jest ciekawy - robimy zdjęcie, jeśli zainteresuje nas coś innego - fotografujemy lub nagrywamy. Ale nigdy nie robiliśmy sobie nawzajem zdjęć w nawie głównej, z ołtarzem w tle, i tu właśnie zaobserwowaliśmy ten ciekawy sposób uwieczniania swoich facjat w kościele... Pewnie fotki krążą teraz gdzieś w mediach społecznościowych i nikt nie zaprzeczy, że weszli do środka.




A my co? Mamy tylko zewnętrze katedry Notre Dame, więc w sumie można nas posądzić o fotomontaż...

niedziela, 1 marca 2015

Moulin Rouge i Plac Pigalle

Tydzień temu o tej porze byliśmy już dobrze wymęczeni i zziębnięci (nie mylić z: oziębli). Już o 8:00 rano wyruszyliśmy z hotelu i po około 25 minutach (kolejką RER, a następnie metrem) dotarliśmy na stację Le Peletier. Stamtąd zrobiliśmy sobie spacer na słynny Plac Pigalle. Powiem tak: szału nie ma. Kasztanów tym bardziej. W dodatku ekipy sprzątające psuły kadr:




Po kawie i smacznej bagietce z marmoladą wszamaliśmy jeszcze jedną, bo kolejka do piekarni sugerowała właściwy punkt zakupowy i ruszyliśmy w kierunku Moulin Rouge.




Na przedstawienie nie mieliśmy czasu - czekała nas jeszcze wizyta na Montmartre:



 i w Bazylice Sacré-Cœur:




W międzyczasie zaczęło padać, a na samym wzgórzu dołączył silny wiatr, więc trochę walczyłam z parasolką, ale suma sumarum mnie nie zmoczyło. Jędrek parasolki nie uznaje, On zawsze twierdzi, że czapka załatwia sprawę... u mnie niestety nie załatwia. Mam kurtkę z papieru :P

Na wirtualny spacer po trzech paryskich kościołach zapraszam w kolejnym poście :)

piątek, 27 lutego 2015

3 rzeczy, które mnie zwiodły w Paryżu...

Po pierwsze: odległości


Planując ogólny zarys planu spacerów po Paryżu naiwnie sądziłam, że będziemy dużo chodzić pieszo. Nie dlatego, że euroski przeznaczone na wyjazd wydałam na ciuchy, nie! Po prostu na planie miasta to wszystko wygląda tak niepozornie, że skoro 3 razy palcem po mapie udało mi się przejechać z Notre Dame pod Wieżę Eiffla w zawrotnym tempie 2 sekund, to czemu nie mielibyśmy pokonać tej drogi raz, w kilkanaście minut? No właśnie: dlatego szliśmy do niej ponad 2 godziny, co jakiś czas gubiąc ją za kolejnym rzędem kamienic. Niech nikogo nie zwiedzie podobny obrazek:




Po drugie: makaroniki


Wypatrzyłam z daleka cudną wystawę kolorowych makaroników. Ustawiłam aparat na właściwy tryb, drepcę w kierunku sklepu wpatrzona w ekran, dochodzę do celu i: zonk. Z bliska okazało się, że to warzywniak. Pomidorki, mandarynki i inne takie. Oczywiście Jędrek miał ubaw. Kiedy to komuś opowiadam na żywo, ma w zanadrzu jeszcze kilka podobnych sytuacji i z lubością je wtedy roztacza. Więc dobrze, że teraz nie może mnie tu ośmieszyć :P

Z braku zdjęcia mandarynek wrzucam makaroniki:




Po trzecie: Jędrek




Zaciągnął na most zakochanych (Pont des Arts) i ucałował. Ale wybaczam to zwiedzenie ;)




Niestety most obwieszony kłódkami w całości został przykryty szpecącymi płytami, które "zdobi" graffiti.

środa, 25 lutego 2015

Cmentarz Père-Lachaise - tu każdy nagrobek ma coś do opowiedzenia...

Dzisiaj będzie o cmentarzu Père-Lachaise, po którym spacer okazał się naprawdę przyjemny. Zresztą ja w ogóle lubię chodzić po cmentarzach (chyba mam to po mamie, bo pamiętam jak kiedyś długo chodziliśmy w górę i w dół po cmentarzu w Górecku Kościelnym. Mama chyba musiała przestudiować wszystkie nazwiska na tablicach...)

Czy wspominałam kiedyś, że na pierwszą randkę z Jędrkiem poszliśmy na Wojskowe Powązki? Pewnie nie. A o tym, że na drugą wybraliśmy się na Cmentarz Żydowski? Skoro już wszystko jasne - zaczynam. Chciałabym, aby ten wpis możliwie dobrze wyczerpywał temat, tak abyście nie błądzili dodatkowo po wikipediach. W kilku miejscach odeślę Was jednak do doszukania, bo na blogu postanowiłam umieścić jedynie nasze zdjęcia.




Na początek mały wstęp, dlaczego Père-Lachaise stał się tak sławny, że wie o nim Wasza koleżanka, sąsiadka oraz świnka morska. Nawet ta głucha. Bo początki tej paryskiej nekropolii wcale nie były tak dumne, jak mogłoby się dzisiaj wydawać. Sam cmentarz założony został w roku 1804 przez spowiednika króla Ludwika XIV, który to nazywał się... Père-Lachaise. Pierwszy grób, który się na nim pojawił nie zachował się do dziś, za to dzięki zezwoleniu Napoleona, aby na cmentarzu mógł zostać pochowany każdy mieszkaniec bez względu na religię czy kolor skóry, na cmentarzu tym przez długi czas... nikt nie chciał zostać pochowany. No bo jak - leżeć koło byle kogo? Na jakimś komunalnym cmentarzyku? Doczytałam, że w ciągu pierwszego roku działalności pochowano tam zaledwie 13 osób! Cmentarz leżał (wówczas) na obrzeżach Paryża i chowano na nim miejską biedotę.

Wreszcie jednak przyszedł czas, kiedy miało się to odmienić. Prawdziwą popularność przyniosło nekropolii przeniesienie i złożenie na nim szczątków dwóch wybitnych pisarzy: Moliera i Jeana de La Fontaine'a. Niewiele później do grona sławnych osób pochowanych na Père-Lachaise dołączyli Abelard i Heloiza, dwunastowieczni kochankowie, których zwłoki wkrótce także tu złożono. Czy w ogóle wiecie, kim byli Abelard i Heloiza? Dla mnie to jak Laura i Filon, Romeo i Julia, Tristan i Izolda, Orfeusz i Eurydyka, jednak domyślam się, że nie każdemu wydaje się to takie oczywiste. I tu odsyłam do internetów. Doczytajcie, bo ich historia jest ciekawa i burzliwa. On był od niej dużo starszy, ona była zakonnicą. W dodatku go wykastrowali. Doczytajcie, serio :)

Grób kochanków Abelarda i Heloizy




Kiedy już Père-Lachaise stał się kultowym miejscem (o ile cmentarz w ogóle można tym mianem określić), zapełniał się i rozrastał w szybkim tempie. Dziś liczy sobie powierzchnię 48 ha (Powązki mają 43 ha). Jest przy tym dobrze oznakowany (nazwami poszczególnych alejek), a na planie numerami oznaczono groby tych najbardziej znanych. Nie sposób się na nim zgubić.

Pozostańmy jeszcze w temacie romantycznej miłości. Romantycznej niekoniecznie dziewiętnastowiecznej, ale na pewno tragicznej.

Poniżej nagrobek Fernanda Arbelota - muzyka i aktora, który zapragnął wiecznie patrzeć w twarz swojej żony. Ku naszemu zdziwieniu grób okazał się całkiem "świeżą" sprawą - wspomniany artysta zmarł w 1990 roku.





Trochę dalej spotkaliśmy nagrobek w kilku strategicznych miejscach powycierany... W Łodzi łapie się Tuwima za nos, w Międzyzdrojach głaszcze po głowie Holubka. W Paryżu nikt się nie patyczkuje - na nagrobkach (choć nie byliśmy tego świadkami) ludzie kładą się, zostawiają papierosy dla swoich idoli, ceremonialnie narkotyzują (myślę tu o grobie Jima Morrisona), pozują do zdjęć. Zdjęć bardzo dziwnych. Do niedawna szokowały mnie sweetfocie gimnazjalistek na wycieczce w Oświęcimiu. Poniższy grób jest dowodem na to, jak można desperacko wierzyć legendom. Na przykład tej, że jeśli potrze się okolice krocza Victora Noira, znajdzie się swoją miłość.




Victor Noir był dziennikarzem, został zastrzelony w dniu swojego ślubu przez kuzyna cesarza Napoleona i pośmiertnie uznany za bohatera narodowego, obrońcę wartości republikańskich.

Wreszcie zarządcy cmentarza zdecydowali o ogrodzeniu pomnika, aby zapobiec conocnym odwiedzinom nagrobka. Wywołało to głośne protesty, a sam płot został zniszczony i rozebrany. Jeśli jesteście ciekawi, do jakich zachowań prowokuje uwydatnione przez rzeźbiarza miejsce, to zdjęcia łatwo znajdziecie w grafikach google.


Kolejnym pomnikiem, który wciąż cieszy się popularnością i uwielbieniem (pewnie nie tylko kobiet) jest nagrobek Oscara Wilde'a - obecnie dość wysoko ogrodzony szybą. Nie powstrzymuje to jednak chętnych ucałowania go. Pomnik musi być regularnie myty, inaczej silne związki znajdujące się w składzie szminek spowodowałyby jego zupełne zniszczenie. Swoją drogą to ciekawe, co też sobie aplikujemy codziennie na usta...




Dotarliśmy też do miejsca pochówku dwóch baloniarzy, którzy zginęli podczas lotu w 1875 roku. Joseph Croce-Spinelli i Théodore Sivel zostali przez New York Timesa ogłoszeni męczennikami dla nauki. Pomnik przedstawia ich trzymających się za ręce, w uścisku tym często lądują świeże kwiaty. 

 


Naszą uwagę przykuł też ten pomnik: zdobi on grób muzyka i jest całkowicie zapisany. Ktoś zostawił na nim paczkę Marlboro.




A teraz kilka grobów, które musiały się tu znaleźć. Po pierwsze grób Chopina. Co ciekawe, autorem rzeźby jest Jean – Baptiste Clesiger, zięć miłości kompozytora - George Sand. Czy wiedzieliście, że ona sama była praprawnuczką Augusta II Mocnego? Też do tej pory tego nie wiedziałam.

Grób Fryderyka Chopina na Père-Lachaise



Nad wyrzeźbionym profilem kompozytora siedzi grecka muza Euterpe, w ręku trzyma złamaną lirę.


Całkiem niedaleko grobu Chopina znajduje się grób innego muzyka (dla mnie bardziej poety) Jima Morrisona. Obecnie wraz z kilkoma sąsiadującymi nagrobkami jest ogrodzony. Podobno ma to zapobiegać bezczeszczeniu pomnika przez fanów Morrisona. Nie zaobserwowaliśmy, ale wieść głosi, że można tam znaleźć m.in. zużyte strzykawki.




Stamtąd dotarliśmy do grobu Edith Piaf. Tu nagrobek jest zupełnie standardowy. W doniczce na kwiaty ktoś zostawił papierosa (niedaleko cmentarza znajduje się miejsce, w którym prawdopodobnie urodziła się artystka. Odwiedziliśmy je, na budynku umieszczono pamiątkową tablicę - podobno na świat przyszła... pod latarnią przy Rue de Belleville, na wysokości numeru 72).




Poniżej jeszcze groby Balzaka, Moliera i Delacroix:




I widok na Wieżę Eiffla. Czy już mówiłam, że można ją dostrzec z każdego miejsca?




Jeśli spodobała Wam się ta relacja (przy której tak się napracowałam :)), to kliknijcie plusa, tudzież udostępnijcie. Niech leci w świat!


I do następnego.