Dobra, zmieńmy ten szpitalny temat, bo już sama na ten talerz z "jedzeniem" patrzeć spokojnie nie mogę. Do mięsa od tamtej pory mam wstręt, niech więc to wykwintne danie ustąpi miejsca architekturze.
Jakiś czas temu obiecywałam pokazać zdjęcia dwóch zamków na Lubelszczyźnie, a jak ja coś obiecuję... to wprawdzie trzeba trochę poczekać, ale w końcu idzie się doczekać.
Zamek w Janowcu
Na początku czerwca odwiedziłam go po raz drugi i tym razem trochę inaczej go widzę. Myślałam, że jest ciekawszy niż jest... tzn. wiem, że do orlego gniazda mu daleko, ale Malbork zostawia daleko w tyle, więc nie ma tragedii. Nie ma tu jednak nic specjalnego do zwiedzania, można się jedynie przejść po schodach i popatrzeć z góry na Wisłę. Tę Wisłę, co Janowiec rozwodzi z Kazimierzem Dolnym. W sezonie można tu nawet dotrzeć promem.
Budowę zamku rozpoczęto w 1508 roku i do dziś znany jest jako "zamek Firlejów".
Zamek w Krupem
Jego budowę w 1492 roku rozpoczął Jerzy Krupski. Właśnie wtedy, kiedy Kolumb dotarł na Bahamy, ten Kolumb, co to do śmierci się nie dowiedział, że odkrył Amerykę. Przypuszczam, że Krupski także nie wiedział, że w XXI wieku ruinę pięknego zamku porosną chwasty.
Skoro dzisiaj było trochę o Ameryce, to w kolejnym poście będą piramidy. Czy wiecie, ile jest w Polsce piramid? Uprzedzam, że nie mam na myśli szklarni na pomidory w kształcie ostrosłupa prawidłowego.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zamek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zamek. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 23 lipca 2015
środa, 12 listopada 2014
Zamek w Gołuchowie - przystanek 1.
Jak już wcześniej zapowiadałam, do Poznania wybraliśmy się okrężną drogą - m.in. przez Gołuchów właśnie. Pierwszym przystankiem na trasie wycieczki był zamek w Gołuchowie - pozornie niewielki, za to dosyć obszerny w środku. No nie jest to Wawel, ale i nie szamotulski zamek Górków. Coś pomiędzy.
Zamek otacza spory park, a ponieważ do wejścia mieliśmy kilka minut, mogliśmy go przemierzyć wzdłuż i wszerz.
Wreszcie udało nam się wejść do środka. Wyglądamy tu z Gosią jak siostry bliźniaczki :D
Zamek w Gołuchowie szczyci się historią sięgającą XVI wieku, a późniejszy swój wystrój zawdzięcza m.in. Izabeli Czartoryskiej i gromadzi wszystko to, czego wymieniona wyżej arystokratka nie ulokowała w Puławach. Być może dlatego, że elementom wystroju bliżej do Francji.
Wnętrzom nie brakuje uroku i właściwie o to musiało chodzić, bo np. wszystkie zgromadzone tam kominki pełniły jedynie funkcję dekoracyjną - nie służyły do ogrzewania pomieszczeń. Zresztą Izabela zawsze kojarzyła mi się - oprócz licznych romansów - właśnie z doskonałym wyczuciem estetyki. Nie będę wam jednak nudzić o Czartoryskich. Dzisiaj większość bardziej obchodzi kariera aktorska innej Czartoryskiej ;o)
Do zwiedzania udostępnione są piwnice, parter i piętro. Do ciekawszych punktów na pewno należą:
Odcinki 2., 3., 4. i inne - już wkrótce. Nie mogę dzisiaj wrzucić więcej, bo zabieram się za pysznego, miękkiego jeszcze świętomarcińskiego rogalika. Zostały nam jeszcze 3, a nie ma co oszczędzać na potem, bo potem będą suche. Mhm :)
Zamek otacza spory park, a ponieważ do wejścia mieliśmy kilka minut, mogliśmy go przemierzyć wzdłuż i wszerz.
Wreszcie udało nam się wejść do środka. Wyglądamy tu z Gosią jak siostry bliźniaczki :D
Zamek w Gołuchowie szczyci się historią sięgającą XVI wieku, a późniejszy swój wystrój zawdzięcza m.in. Izabeli Czartoryskiej i gromadzi wszystko to, czego wymieniona wyżej arystokratka nie ulokowała w Puławach. Być może dlatego, że elementom wystroju bliżej do Francji.
Wnętrzom nie brakuje uroku i właściwie o to musiało chodzić, bo np. wszystkie zgromadzone tam kominki pełniły jedynie funkcję dekoracyjną - nie służyły do ogrzewania pomieszczeń. Zresztą Izabela zawsze kojarzyła mi się - oprócz licznych romansów - właśnie z doskonałym wyczuciem estetyki. Nie będę wam jednak nudzić o Czartoryskich. Dzisiaj większość bardziej obchodzi kariera aktorska innej Czartoryskiej ;o)
Do zwiedzania udostępnione są piwnice, parter i piętro. Do ciekawszych punktów na pewno należą:
- klatka schodowa,
- sufit a la Hotel Lambert
- sala, w której stoi stół-katafalk Izabeli.
Odcinki 2., 3., 4. i inne - już wkrótce. Nie mogę dzisiaj wrzucić więcej, bo zabieram się za pysznego, miękkiego jeszcze świętomarcińskiego rogalika. Zostały nam jeszcze 3, a nie ma co oszczędzać na potem, bo potem będą suche. Mhm :)
wtorek, 30 września 2014
Zamek w Mosznej - nie zamek, ale też ładny
Zamek w Mosznej zamkiem nigdy nie był, a jedynie pałacem. Nie jest też szczególnie stary, bo wybudowany po 1896 roku, po pożarze starego pałacu Thiele-Wincklerów. Budowla jest jednak okazała i zdecydowanie "nie-polska". Tym, co ją wyróżnia są wieżyczki w liczbie 99 i rozmiar - posiada 365 pomieszczeń.
Na myśl przychodzi mi od razu porównanie z zamkiem Książ w Wałbrzychu, który ma ich ponad 400 i naturalnie... bazyliką w Licheniu, która szczyci się za to 365 oknami. Ktoś tu ewidentnie miał jakieś kompleksy.
Sama miejscowość o przepięknej nazwie ;o) Moszna leży niedaleko Opola, a dotarliśmy tam w poniedziałek (nie wczoraj of course, ale tydzień temu). Początek urlopu mieliśmy raczej zimny, wietrzny i deszczowy, za to w Mosznej - jak na złość - wyszło słońce. I nie mówię tego z przekąsem, bo naprawdę nie chciało się schować, przez co pałac był średnio widzialny od strony ogrodu.
Zatrzymam się więc jeszcze przy zdjęciach od frontu:
z niepowodzeniem starałam się zrobić selfie z zamkiem. No cóż - albo rybki albo akwarium. Zamku może nie ma, ale ja i owszem...
I jest sukces, mamy zamek:
Tak za to pałac w Mosznej prezentuje się od ogrodu:
Fotografii wnętrza zwiedzanych komnat z rozmysłem nie wrzucam, bo pałac trzeba odwiedzić. Internet wszystkiego odkryć przecież nie może!
Na Jurze spędziliśmy kilka dni, ale na dziś to tyle. Po więcej - zapraszam wkrótce :)
Na myśl przychodzi mi od razu porównanie z zamkiem Książ w Wałbrzychu, który ma ich ponad 400 i naturalnie... bazyliką w Licheniu, która szczyci się za to 365 oknami. Ktoś tu ewidentnie miał jakieś kompleksy.
Sama miejscowość o przepięknej nazwie ;o) Moszna leży niedaleko Opola, a dotarliśmy tam w poniedziałek (nie wczoraj of course, ale tydzień temu). Początek urlopu mieliśmy raczej zimny, wietrzny i deszczowy, za to w Mosznej - jak na złość - wyszło słońce. I nie mówię tego z przekąsem, bo naprawdę nie chciało się schować, przez co pałac był średnio widzialny od strony ogrodu.
Zatrzymam się więc jeszcze przy zdjęciach od frontu:
z niepowodzeniem starałam się zrobić selfie z zamkiem. No cóż - albo rybki albo akwarium. Zamku może nie ma, ale ja i owszem...
I jest sukces, mamy zamek:
Tak za to pałac w Mosznej prezentuje się od ogrodu:
Fotografii wnętrza zwiedzanych komnat z rozmysłem nie wrzucam, bo pałac trzeba odwiedzić. Internet wszystkiego odkryć przecież nie może!
Na Jurze spędziliśmy kilka dni, ale na dziś to tyle. Po więcej - zapraszam wkrótce :)
Lokalizacja:
Moszna, Polska
piątek, 18 kwietnia 2014
Wieczór panieńsko-kawalerski na zamku Grodziec
Wydaje mi się, że znaleźliśmy przepis na udany wyjazd. W dodatku jest sprawdzony, dlatego go z czystym sercem polecam. Trzeba tylko znaleźć odpowiednie miejsce i zabrać do niego odpowiednich ludzi, a po drodze warto skierować trasę na fałszywe tory, co intensyfikuje odczucie tajemniczości ;o)
Oto krótka relacja zdjęciowa w ostatniego weekendu, czyli wyjazdu z okazji ślubu Gosi i Piotrka, który ma wkrótce nastąpić. Takiego świadka jak Jędrek to tylko... na Mokotowie szukać ;) Oczywiście przyszli Państwo Młodzi nie mieli pojęcia, dokąd zmierzamy.
Zamek, który jest głównym bohaterem architektonicznym zdjęć, to Zamek Grodziec położony w woj. dolnośląskim, niedaleko Złotoryi. Zbudowany na starym wulkanie, na wzniesieniu o wys. 389 m n.p.m., przez co robi wrażenie niesamowite. W przeciwieństwie do Chojnika - na który trzeba wspinać się przez las - tutaj podjechaliśmy na samą górę samochodem. W znalezieniu tego miejsca zasłużyła się za to moja nieskromna osoba.
Przystanek I - kościół w Babsku
Normalnie nie wpadlibyśmy na pomysł, aby zwiedzać kościoły, ale skoro już padł plan udawania, że będziemy poruszać się szlakiem kościołów wieluńskich... musieliśmy ściemniać, że oto właśnie nasz pierwszy obiekt ;)
dla porządku - pamiątkowe zdjęcie. Nawet nie weszliśmy do środka, bo drzwi były zamknięte, a proboszcz nie odebrał domofonu... ;)
Przystanek II - Wrocław
Zwyczaj szukania krasnali to chyba każdemu znany sposób zwiedzania Wrocławia. W sklepach z pamiątkami można dostać nawet krasnoludkowe plany miasta, a odnajdywanie małych skrzatów najbardziej cieszy dzieci (tak mniemam - nie mam). Tak więc ta dwójka dużych dzieci poszła odrębnymi szlakami po to, by spotkać się w jednym miejscu. Karteczki z zagadkami oraz same trasy zaplanował Jędrek, a przetestowaliśmy je w piątkowy wieczór na google street view. Powiem tak: w realu trochę inaczej wygląda rzeczywistość. 2 krasnali nie było w ogóle, przy czym po jednym zostały jedynie wystające druciki. Ale wcale a wcale nie mamy w mieszkaniu nietuzinkowej pamiątki z Wrocławia ;o)
Skrzaty prawdopodobnie zostały zabrane do renowacji.
Przystanek III - Kamienna Góra i Projekt Arado
A więc bunkry. Ciemne, wiejące chłodem, wilgotne bunkry. Przejście podziemnymi korytarzami zajmuje niecałą godzinkę, za to jest całkiem ciekawie z uwagi na sposób oprowadzania wypracowany przez przewodnika.
Przystanek IV - Kamienna Góra Intermarche
Ktoś zapyta: "Ale dlaczego nie Lubavka??" Zostawiam to bez szerszego opracowania ;)
Przystanek V - Zamek Grodziec
i to był nasz najdłuższy przystanek, docelowy. Tu na dziedzińcu mieliśmy ognisko, na śniadanie znów gorące kiełbaski i pieczone ziemniaki (które akurat my przegapiliśmy). Cisza, spokój, dym, a na scenie pan na żywo przygrywający do utworów Dżemu. No bajka po prostu :)
Przystanek VI, VII, VIII itd.
Dolny Śląsk jest naprawdę piękny. Zwłaszcza, gdy gps wyprowadzi w pole...
W miejsce świątecznych życzeń - ciekawy link: KLIK
Oto krótka relacja zdjęciowa w ostatniego weekendu, czyli wyjazdu z okazji ślubu Gosi i Piotrka, który ma wkrótce nastąpić. Takiego świadka jak Jędrek to tylko... na Mokotowie szukać ;) Oczywiście przyszli Państwo Młodzi nie mieli pojęcia, dokąd zmierzamy.
Zamek, który jest głównym bohaterem architektonicznym zdjęć, to Zamek Grodziec położony w woj. dolnośląskim, niedaleko Złotoryi. Zbudowany na starym wulkanie, na wzniesieniu o wys. 389 m n.p.m., przez co robi wrażenie niesamowite. W przeciwieństwie do Chojnika - na który trzeba wspinać się przez las - tutaj podjechaliśmy na samą górę samochodem. W znalezieniu tego miejsca zasłużyła się za to moja nieskromna osoba.
Przystanek I - kościół w Babsku
Normalnie nie wpadlibyśmy na pomysł, aby zwiedzać kościoły, ale skoro już padł plan udawania, że będziemy poruszać się szlakiem kościołów wieluńskich... musieliśmy ściemniać, że oto właśnie nasz pierwszy obiekt ;)
dla porządku - pamiątkowe zdjęcie. Nawet nie weszliśmy do środka, bo drzwi były zamknięte, a proboszcz nie odebrał domofonu... ;)
Przystanek II - Wrocław
Zwyczaj szukania krasnali to chyba każdemu znany sposób zwiedzania Wrocławia. W sklepach z pamiątkami można dostać nawet krasnoludkowe plany miasta, a odnajdywanie małych skrzatów najbardziej cieszy dzieci (tak mniemam - nie mam). Tak więc ta dwójka dużych dzieci poszła odrębnymi szlakami po to, by spotkać się w jednym miejscu. Karteczki z zagadkami oraz same trasy zaplanował Jędrek, a przetestowaliśmy je w piątkowy wieczór na google street view. Powiem tak: w realu trochę inaczej wygląda rzeczywistość. 2 krasnali nie było w ogóle, przy czym po jednym zostały jedynie wystające druciki. Ale wcale a wcale nie mamy w mieszkaniu nietuzinkowej pamiątki z Wrocławia ;o)
Skrzaty prawdopodobnie zostały zabrane do renowacji.
Przystanek III - Kamienna Góra i Projekt Arado
A więc bunkry. Ciemne, wiejące chłodem, wilgotne bunkry. Przejście podziemnymi korytarzami zajmuje niecałą godzinkę, za to jest całkiem ciekawie z uwagi na sposób oprowadzania wypracowany przez przewodnika.
Przystanek IV - Kamienna Góra Intermarche
Ktoś zapyta: "Ale dlaczego nie Lubavka??" Zostawiam to bez szerszego opracowania ;)
Przystanek V - Zamek Grodziec
i to był nasz najdłuższy przystanek, docelowy. Tu na dziedzińcu mieliśmy ognisko, na śniadanie znów gorące kiełbaski i pieczone ziemniaki (które akurat my przegapiliśmy). Cisza, spokój, dym, a na scenie pan na żywo przygrywający do utworów Dżemu. No bajka po prostu :)
Przystanek VI, VII, VIII itd.
Dolny Śląsk jest naprawdę piękny. Zwłaszcza, gdy gps wyprowadzi w pole...
W miejsce świątecznych życzeń - ciekawy link: KLIK
Subskrybuj:
Posty (Atom)

