niedziela, 16 listopada 2014

Miasto, w którym nie byliśmy nigdy wcześniej

Takich miast na mapie Polski jest ciągle bardzo dużo, chociaż ich liczba systematycznie maleje. Są takie, do których wracamy po raz kolejny (czyt. Poznań) i takie, w których byliśmy raz i już wiemy, że nie będzie nam razem po drodze... (czyt. Kalisz).

Miasto, które chcę tutaj przedstawić urzekło całą nas wszystkich. Żeby jednak było ciekawiej, na razie nie powiem, co to za gród... zachęcam za to do zgadywanek.

Jeśli domyślacie się, jakie miasto (a właściwie jego zakamarki) przedstawiają zdjęcia - skomentujcie. Mam do oddania otwieracz Lecha - czeka na szczęśliwca! :D




piątek, 14 listopada 2014

Kalisz i okolice - oto co tam zobaczyliśmy

Jak by to napisać, żeby ewentualnych czytelników z Kalisza nie urazić... Może po prostu wstawię kilka zdjęć? :)
Kalisz to najstarsze polskie miasto. Kiedyś wypatrzyłam gdzieś fotografię tamtejszego ratusza - ten niestety okazał się być przykryty rusztowaniami. Klapa totalna. W Kaliszu istnieje za to 28 pustostanów i 3 restauracje, z czego jedna całkiem fajna. No i jest Pan Bogdan. Osobiście nie poznaliśmy, ale warto o nim wspomnieć ;)




W niedalekiej odległości od Kalisza gdzieś w środku lasu jest wielki "głaz świętej Jadwigi zwany głazem świętej Kingi". To chyba po to, aby zmylić turystów. Wokół samego głazu narosło kilka legend. Podobno rzucił go tam diabeł, śpią  pod nim rycerze błędni lub obłędni, a jeszcze głębiej wkopany jest skarb, jednak dotrzeć do niego nie sposób, bo kamień ma to do siebie, że przed chciwymi zapada się jeszcze głębiej.





Kiedy na chwilę znaleźliśmy się w Dolnośląskiem, mój sokoli wzrok dostrzegł za to z drogi krzyż pokutny:




środa, 12 listopada 2014

Zamek w Gołuchowie - przystanek 1.

Jak już wcześniej zapowiadałam, do Poznania wybraliśmy się okrężną drogą - m.in. przez Gołuchów właśnie. Pierwszym przystankiem na trasie wycieczki był zamek w Gołuchowie - pozornie niewielki, za to dosyć obszerny w środku. No nie jest to Wawel, ale i nie szamotulski zamek Górków. Coś pomiędzy.

Zamek otacza spory park, a ponieważ do wejścia mieliśmy kilka minut, mogliśmy go przemierzyć wzdłuż i wszerz.




Wreszcie udało nam się wejść do środka. Wyglądamy tu z Gosią jak siostry bliźniaczki :D




Zamek w Gołuchowie szczyci się historią sięgającą XVI wieku, a późniejszy swój wystrój zawdzięcza m.in. Izabeli Czartoryskiej i gromadzi wszystko to, czego wymieniona wyżej arystokratka nie ulokowała w Puławach. Być może dlatego, że elementom wystroju bliżej do Francji.

Wnętrzom nie brakuje uroku i właściwie o to musiało chodzić, bo np. wszystkie zgromadzone tam kominki pełniły jedynie funkcję dekoracyjną - nie służyły do ogrzewania pomieszczeń. Zresztą Izabela zawsze kojarzyła mi się - oprócz licznych romansów - właśnie z doskonałym wyczuciem estetyki. Nie będę wam jednak nudzić o Czartoryskich. Dzisiaj większość bardziej obchodzi kariera aktorska innej Czartoryskiej ;o)

Do zwiedzania udostępnione są piwnice, parter i piętro. Do ciekawszych punktów na pewno należą:
  • klatka schodowa,
  • sufit a la Hotel Lambert
  • sala, w której stoi stół-katafalk Izabeli.
Na tymże stole zabalsamowane ciało Izabeli "czekało" na pochówek.




Odcinki 2., 3., 4. i inne - już wkrótce. Nie mogę dzisiaj wrzucić więcej, bo zabieram się za pysznego, miękkiego jeszcze świętomarcińskiego rogalika. Zostały nam jeszcze 3, a nie ma co oszczędzać na potem, bo potem będą suche. Mhm :)