Na 37. święto kwiatów owoców i warzyw do Skierniewic jak zwykle zjechały światowej sławy osobistości: był Sawicki, Piechociński, Okrasa i ja. Poza naszą czwórką - licznie zgromadzeni mieszkańcy i ich goście. I to jeszcze nie wszystko, bo zapomniałam wymienić trzech zataczających się jegomościów, świeżo po kąpieli, bo z pianą w ustach. Oni też nie mogli przepuścić okazji, by nie spróbować tutejszej skierlotki, a skierlotka to taka szarlotka, tyle że ze skierniewickich jabłek.
Odchodzące od rynku uliczki wypełniły się straganami i gdyby nie fakt, że nie przejedliśmy jeszcze zeszłorocznych miodów, to na pewno skusilibyśmy się na kolejny. W ubiegłym roku zakupiliśmy też takie sprytne urządzenie do robienia sprężynek z ziemniaków, które można nabić na patyk i upiec. Wiecie, ile razy zdążyliśmy go użyć? ... no właśnie.
A teraz Sierniewice po zmroku:
O, tak lepiej:
