Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ślub. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ślub. Pokaż wszystkie posty

środa, 9 października 2013

Wrażeń ze ślubu i wesela część 7

Na początek jeszcze 1 zdjęcie z pleneru:

Jędrek (no chyba sobie żartujesz, ja, dżentelmen rangi Nicka Woostera, mam włożyć ręce do kieszeni?)
Beata (ale ja dobrze?? O tak zarzucić tą sukienką?)


Przygotowane przez nas menu:


Regulamin wesela:


Uśmiech Jędrusia na widok przyszłej żonki:


I Beaty, na widok przyszłego męża:


Sprostowanie: Miesiąc PO Paulina (z pełnym podekscytowaniem) pyta Jędrka (który podchodzi do tych kwestii jak do kiosku po gazetę):

- ale co sobie pomyślałeś, jak zobaczyłeś Beatę, podobała Ci się w tej sukience?
- nie zwróciłem uwagi na sukienkę, nie wiem... hmmm... wiedziałem, że będzie dobrze wyglądać...


Piotrek (Jędrek co Ty robisz, chłopie!)
Jarek (ślub jak ślub, od rana nie jadłem, kiedy będzie jedzenie?)
Jaś, którego ledwie widać, za to wyraźny uciesz na twarzy


Dokument urzędowy, schowajcie, żeby gdzieś w trakcie imprezy nie zginął. I przykładnie się bawić! ;)


...dlatego też drinki były bezalkoholowe:


cdn.

piątek, 27 września 2013

Znalazły się zdjęcia ze ślubu i wesela ;)

... i nawet ładne albumy przy okazji. Wszystko dostaliśmy  w poniedziałek, szczerze mówiąc sądziłam, że tych zdjęć miało być mniej niż jest ;o) Nie obyło się bez niespodzianek - oglądając zdjęcia w domu w pewnym momencie padło pytanie: "A kto to jest??" Wśród zdjęć z kościoła znaleźliśmy 5-osobową rodzinę, zajmującą miejsca w ławkach po lewej stronie. Nie wiemy, kim są :D Tego to nawet Mama nie wie, facet jest podobny zupełnie do nikogo, dzieciak - do swojej mamy, a ten z tyłu ubrany w zwykły t-shirt rozgląda się, jakby sam rozmyślał, czy nie pomyliły Mu się kościoły, a w najlepszym wypadku - godziny mszy. Kobiety wyglądają jak siostry bliźniaczki. Czytałam kiedyś o widmach, których w rzeczywistości w danych miejscach nie ma, a po wywołaniu fotografii okazuje się, że je widać... składam to na karb starego Lubitela Maćka, chociaż pewnie sam nie wie o kim mowa ;)

Do albumów i płytki dostaliśmy też wino - nie wiemy jak to interpretować?

1. Dostaliśmy je w standardzie
2. Uznał, że lepiej nie oglądać tych zdjęć na trzeźwo
3. Stwierdził, że tacy jacy jesteśmy nie jesteśmy normalnie, ale wciąż na fali
4. Dał je w zadośćuczynieniu, że tak długo czekaliśmy
5. Sam jest abstynentem, a dostał od kogoś i nie wie co się z tym robi
6. Nie posiada korkociągu
7. Zdecydowanie woli wódkę
8. To pułapka... (na szczęście jeszcze nie odkorkowana!)
9. Chciał być miły

Maćku, zajmij stanowisko, inaczej boimy się otworzyć butelkę :P

A teraz krótka historia obrazkowa:

Paulina: Dlaczego ja tych guzików nie mogę zapiąć, ja nie wiem... nie schodzą się
Beata: Co się nie schodzi? Jak to się nie schodzi?! Przytyłam!!!
Paulina: No weź te ręce, opuść! No już. Schodzą się.


Tu poniżej debatujemy o czymś szalenie istotnym, ale za cholerę sobie nie mogę przypomnieć o czym. Może Paulina wie ;)



Beata: Jak się nie da w środku, to najwyżej nad kokiem, tak całkiem wyżej mi przypnij


Paulina: No Ty chyba jesteś nienormalna jeśli myślisz, że ja to tak zostawię na czubku!


Kiedy wszyscy byli już gotowi (poza mamą, która wciąż siedziała u fryzjerki...), Jaś najwyraźniej stwierdził, że zanim wskoczy w swój formalny strój, warto zapozować Maćkowi do kilku ujęć:


A teraz co u nas:

W sobotę organizowałam Magdzie wieczór panieński, chyba nabrała sił przed weselem, zresztą kto by się nie zrelaksował leżąc przez godzinę w ciepłej czekoladzie?? Sama nabrałam ochoty na SPA :) W sobotę muszę za to wypuścić Męża na wieczór kawalerski, na szczęście podobno wszystkie typowo kawalerskie atrakcje w całej Warszawie są dawno wykupione, także tak... Ponadto muszę wejść głębiej w temat świadkowania i rozejrzeć się za butami i w miarę pojemną torebką. To będzie pierwsze wesele, na którym nikt nie będzie mnie zapraszał do kółeczka panien łapiących welon/bukiet, także jak do tej pory nie było mi go dane złapać, tak już nie będę miała nigdy ku temu okazji.
Okazało się, że Jędruś nie da sobie zawiązać muchy pod szyją, więc dobrze, że umiem już zawiązać krawat - przyda się moja nowo nabyta umiejętność. Poza tym czuję, że mogę to robić zawodowo. Ba - mogłabym je wiązać godzinami!

A poza tym fajnie jest być żoną! :) To już przeszło miesiąc, kiedy noszę nazwisko najcudowniejszego mężczyzny na świecie, i szczerze każdemu życzę takiego stanu (nie męża konkretnie, bo Ten już został wypisany z rejestru dostępnych do porwania przed ołtarz), ale ogólnie - takiego zakochania. Jędrek się nawet ze mną nie kłóci, tylko "przekomarza się z żonką" :P

czwartek, 26 września 2013

Wrażeń ze ślubu i wesela część 6

Odcinek pt. Marilyn Monroe


Niekwestionowaną bohaterką tego wpisu będzie Wiola, czyli weselna Marilyn Monroe. Kto porównał Wiolę do tej gwiazdy? No o to już trzeba zapytać samą Wiolę...

Tu nasza Marilyn łapie bukiet, co wróży Jej rychłe zamążpójście...


"Zajęty? Znajdę innego kandydata!"


 Wodzirejowi wydała się najwdzięczniejszą osobą do zabaw i inscenizacji oczepinowych:


Tu Wiola uparcie twierdzi, że w kieliszku jest woda, co obwieszcza grubym, męskim głosem:


A tu ja i moje "Druhny":


środa, 18 września 2013

XXXVI SŚKOiW i latający cyrk

Weekend spędziliśmy w Skierniewicach, gdzie załapaliśmy się na Święto Kwiatów Owoców i Warzyw (tata Jędrka przywołuje w tym miejscu alternatywną nazwę: Święto Kwiatów, Owoców i Robali). Jest to taki wyjątkowo duży festyn, na którym wszyscy biegają z wielkimi donicami krzewów i smagają tymi gałęźmi po oczach tych, którzy starają się kupić 10 kaktusów w rewelacyjnej cenie 10 złotych lub udają, że kupią słój miodu, o ile pani pozwoli im spróbować jeszcze 4 gatunków... Konkurencja wśród przedstawicieli pasiek jest jednak na tyle duża, że można przebierać do woli, w konsekwencji czego stosunek degustatorów do klientów wynosi 20:1 Ponieważ trzymamy dietę, nie próbowaliśmy za dużo, za to nabyliśmy 3 słoiki miodów, z czego smaczniejszy jest ten z cynamonem. Smakuje jak lody cynamonowe od Grycana...

Tłum zarówno w sobotę jak i w niedzielę był niesamowity, ale udało nam się kupić też 2 zapachy do szafy (na które polowaliśmy), kawałek sera korycińskiego (jest całkiem niezły) i nóż do wycinania sprężynek z warzyw.

Atrakcją wieczoru miał być zespół Weekend, ale chyba nie stanął na wysokości zadania... Po trzeciej piosence Ona tańczy dla mnie zwolniliśmy kawałek bruku.



Na miejscu spotkaliśmy Wojtka i jego ziomków z taekwondo, po czym skierowaliśmy kroki w stronę wesołego miasteczka. Na tym polu także nie zabrakło konkurencji - lunaparki były 2 i wyglądały bardzo podobnie. Mąż czule pożegnał mnie przed zajęciem miejsca w karuzeli EXTREME...
więcej nie pamiętam :D



Przez większą część czasu usiłowałam przypomnieć sobie, ile trwa cykl, w który wprawiona została ta machina, sprawdzałam, czy obręcz na pewno dobrze się trzyma i wyobrażałam sobie na ile kawałków rozpada się i jak daleko leci człowiek, który z tego wypada. Oczywiście to wszystko po omacku. Kiedy już żegnałam się ze światem i pocieszałam się w duchu, że na pewno między fotelem a ziemią bezboleśnie traci się przytomność, karuzela zaczęła zwalniać... Nie polecam zabawy tym, którym na widok wirującej huśtawki robi się słabo, ale ci, którzy śliwki popijają mlekiem - już mogą. Ja należę do tych drugich <mistrz> i z perspektywy czasu tak sobie myślę, że trzeba było iść także na to:


Wczoraj za to bawiliśmy na kolacji u Michela Morana, który od wejścia stwierdził, że spotkanie będzie jak najbardziej nieformalne. Trochę nadziwował się nad imieniem Jędrzej, ale okazało się, że ma już za sobą małą "gafę" związaną z urodzinami małego Jędrka. Skosztowałam kilku niepospolitych dań, m.in. tatara z kaczki, który był szczególnie interesujący, a dostać go można właśnie w Bistro De Paris Michel Moran.
Przy tym ciekawy wystrój, wielkie lustro... (którego nam brakuje w mieszkaniu :P)

A dziś mija miesiąc od naszego ślubu. Jak szybko :) Zaraz po ślubie uległam przepoczwarzeniu zyskując nowy przydomek: na razie jednak pozostawię go jako przydomek prywatny (pochodne od Żona, żonka, żoneczka...)

środa, 11 września 2013

Gdzie są nasze zdjęcia?!

Wszędzie szukałam. Zawieruszyła nam się płyta ze zdjęciami, i album, i wszystko. Wcięło. Myślałam, że nas okradli, ale w sumie - poza resztką masła orzechowego i kilkoma łakociami - nic więcej nie zginęło... No więc szukam w szafie, pod łóżkiem i na parapetach. Za pralką, pod stołem, między papierami, w szafce z przyprawami, w lodówce... Nie ma. Przecież ten album nie jest wcale mały, owszem, do szuflady się  zmieści, ale my nie mamy ani jednej szuflady :/

Wczoraj widziałam sąsiada jak niósł coś pod pachą, ale minę miał, jakby to były siaty z zakupami. Odpaliłam wszystkie płyty łącznie z instalką Windowsa, ale niestety - tam też ich nie ma. No dobrze, nie mam w/w płyty, ale wszystkie które mam - przejrzałam. Frustracja doprowadziła mnie do ostateczności i kazała wywalić śmietnik do góry dnem, szczęście, że nie posłuchałam wewnętrznego głosu. Zachowałam resztki godności.
Wypytałam dozorcę, czy nie widział na osiedlu kogoś podejrzanego, ale tylko przestępował z nogi na nogę i odpowiadał półsłówkami. Posunęłam się dalej: wcisnęłam kasjerce w Mokpolu 2 złote tytułem napiwku i zagadnęłam, czy aby nikt się nie kręcił w celu odsprzedania cudzych zdjęć. To był zły trop. Ona też uparcie twierdziła, że nie wie o co chodzi, a na koniec szeptała, żeby nie kupować więcej karmy dla kota jeżeli się nie ma kota...

i wtedy właśnie środek z lecytyną zaczął działać i uświadomiłam sobie, że DO TEJ PORY NIE DOSTALIŚMY ZDJĘĆ.



Nie mamy ani albumu, ani płyty. Na szczęście mamy jeszcze resztki cierpliwości :P W zadośćuczynieniu będziemy mieli fajną sesję w Warszawie nocą :) Wrzucę fotki! :)

Czyli jednak opłaciło się skontaktować z drukarnią, żeby jedną kartę przypadkowo zadrukowali dwa razy...

piątek, 30 sierpnia 2013

Wrażeń ze ślubu i wesela część 4

Odcinek pt. Jaś - 2 lata i 2 obrączki




Tego małego uczestnika ślubu (niestety wesele przespał!) nie dało się nie zauważyć i nie usłyszeć - Marta twierdzi, że przed składaniem przysięgi wyrywał się krzycząc "Nieee!" Ja tego nie słyszałam, powtarzam co zasłyszane ;o) Jędrka jednak lubi, więc nie rozumiem, dlaczego miałby zgłaszać sprzeciw, chyba, że to właśnie dlatego, że... ech, słowo się rzekło i wujek jest już oficjalnie cioci, więc teraz to już po ptokach!

Jeśli ktoś jeszcze uważa, że dwuletnie dziecko jest za małe, by nieść poduszkę z obrączkami, to najwyraźniej ma za małe dziecko ;) To "nasze" okazało się w sam raz :D



Trochę sobie podreptał tu i tam, w końcu kto jest tu najważniejszy? Oczywiście, że Jaś! "Patrzcie na mnie":

W pewnej chwili próbował zdezerterować, ale chłopaki skutecznie go od tego odwiedli. Kiedy oddał poduszkę Jarkowi, Piotrek miał powiedzieć coś w stylu "Ty Jasiek zobacz - ktoś Ci poduszkę ukradł! To twoja poduszka!" - podziałało :D

Udało się jednak uchwycić moment, w którym dumnie prowadzi nasz orszak :)



Nie robi tego za free - wie, że czeka na Niego obiecana paczka smakołyków ;o)

poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Wrażeń ze ślubu i wesela część 1

Nie wiem od czego zacząć... mam Męża! I to jakiego :) Teraz mogę się już przyznać - gdzieś tak ok. 15.00 przyszedł lekki stres, a dotyczył tego, CZY Pan Młody po mnie przyjedzie - czy nie zapomniał o swoim ślubie, lub czy się nie rozmyślił... Na szczęście wszystko poszło zgodnie z planem i Go usidli... poślubiłam! ;) hehe. Teraz musi nosić obrączkę i wszyscy widzą, że jest zajęty :D



Dopiero dochodzimy do siebie, jesteśmy jednak mocno wymęczeni. Swoją drogą to ciekawe - kilka miesięcy planowania, organizowania, a w 1 noc wszystko minęło. Jak szybko ;)

Dzięki Jarkowi (jednemu z 3 wspaniałych) i Piotrkowi mamy prawie 900 zdjęć oraz filmy, czyli mamy co oglądać jeszcze zanim dostaniemy fotki od fotografa. Jutro czeka nas sesja plenerowa, nie bardzo ją sobie wyobrażam w tym upale, ale... jakoś to będzie ;)

Na razie lakonicznie, aczkolwiek szczerze: dziękujemy wszystkim za przybycie i za uczestnictwo w imprezie! Nawet nie zdajecie sobie sprawy z tego jak śmiesznie wyglądaliście w muszych okularach... Oglądając zdjęcia mamy niezły ubaw ;o) Oczywiście wrzucę te fotki na bloga!!!, ale poczekam jeszcze na ujęcia od fotografa.

A teraz, słowem wstępu jeszcze 1 zdjątko:


sobota, 10 sierpnia 2013

Kwiatki-sratki

Dookoła słyszymy pytania o to, czy się stresujemy - odpowiadam: NIE :) Naprawdę! :) Jeśli już coś przeżywamy, to jest to zwykła radość, choć nie ukrywamy, że obecnie jara nas nadchodzący urlop, no a zaraz potem ślub. Zamierzamy wreszcie porządnie odespać, a potem cieszyć się tym, co się dzieje.

Dzwonił do mnie pan z cukierni, że storczyków/lilii fioletowych na torcie (chyba wrzosowe miały być, ale mniejsza o to) nie będzie, bo to nie sezon jednak czy coś w tym stylu, i czy mogą być inne kwiatki. No pewnie, że mogą, tylko niech mnie Pan nie pyta jakie, bo znam jedynie róże, konwalie i stokrotki (???) Uświadomiona, że będzie jakaś estoma, wracam do codzienności, ale zawsze to lepiej wiedzieć, czy to przypadkiem nie jakieś bździuchy. Wpisuję "estoma", wrzucam w Image i... wyskakują jakieś zdjęcia jelit i wnętrzności. Co to ma być?! "Czy chodziło ci o eustoma?" No jasne, że tak!

Chwilę później przychodzi sms, jakie kwiaty do dekoracji kościoła mają być (umówili się, czy co??) Mieli mi dać czas do końca tygodnia... przecież ja jeszcze nie wiem, z czego będę miała bukiet i czy w ogóle u nas w ogrodzie cokolwiek kwitnie?

Wera podsyła jakieś linki do YT z komentarzem:
"Jasina - idealna na wesele!". 
Odpowiadam: Jestem na etapie ceremonii i wybieram między Maryjo śliczna Pani a Twoja miłość jak ciepły deszcz. Ale dziękuję!
Wera: O matko boska!
>>>Wera, jest taka pieśń? Nie mogę znaleźć :D

Weronika to obecnie człowiek szczęśliwy, a człowiek szczęśliwy to człowiek na urlopie. Pytam się: Jak to jest mieć urlop? - Cudownie jest! W dodatku Matt mi się śnił!

Nareszcie przyszły personalizowane czekoladki, nie widzieliśmy ich, podobno od razu trafiły do lodówki. Mamy nadzieję, że upały ich za bardzo nie rozpuściły. Wczoraj, po 23.00 usiedliśmy do wstępnego planowania miejsc a już mamy sygnały, że ktoś koło kogoś siedzieć nie chce... Rozpisaliśmy nasz jeden stół, po czym okazało się, że aby ktoś się zmieścił, kogoś innego trzeba przesadzić. Niewiele tam już widać, wszystko jest pokreślone :) Usadzanie jest jeszcze w fazie testów (teoretycznych), można więc zgłaszać prośby i życzenia, których (nie)uwzględnimy. W razie, gdyby ktoś okazał się niezadowolony z miejscówki, obiecujemy zadośćuczynienie - następnego dnia będzie miał całą salę do dyspozycji :)
Przez głowę przebiegła mi myśl, żeby kierować się tym, czy ktoś jest przed czy po ślubie. Zaślubionych usadzić w kąciku, a wolnych w miejscu dla VIPów. Wolni mieliby okazję odwdzięczyć się tym samym, a Ci co już przepadli, nie będą mieć przecież okazji, aby się zemścić sadzając nas w kącie na swoim weselu :D
Chytry plan :P ale bez obaw - wszystkich traktujemy tak samo. Nawet mieliśmy taki pomysł, żeby utworzyć coś w stylu słoneczka odchodzących od naszego stołów, tak, żeby wszystkich mieć w miarę blisko. Nie mącimy tylko ze względu na Panią manager z restauracji, z którą rozmawiamy już o 22.00 :) Gdyby to nie było moje wesele, chyba nie pamiętałabym tych wszystkich zmian, które wprowadzamy...

Wstępnie zaklepaliśmy też dzień na sesję plenerową, która będzie PO ślubie (podobno są takie opcje, że sesja jest kilka dni przed ślubem, co wydaje mi się nonsensowne (???), po pierwsze chyba trudno zagrać emocje świeżo upieczonych małżonków, by po latach oglądać albumy i udawać, że to zdjęcia ślubne, po drugie sukienka po sesji nadaje się chyba już tylko do prania - o ile nie do szycia, a po trzecie PM widzi swoją PM przed ślubem w pełnej dekoracji. Nie może tak być :) Moja sukieneczka wisi sobie w pokrowcu, ale Jędruś do niej nie zagląda (ostatnio Magda dziwiła się, czy aby na pewno nie zagląda ;)). Ale ja to wiem, bo zainstalowałam w pokoju kamery.

czwartek, 1 sierpnia 2013

Typowo męski punkt widzenia ;)

Ten post będzie skierowany do Was, drogie dziewczęta. Ile razy zdarzyło Wam się zapytać kolegę / brata / ojca / chłopaka / męża / księdza (byle nie homoseksualistę, a zwłaszcza nie księdza-homoseksualistę;)):

1. Która bluzka jest lepsza? - tutaj odpowiedź mężczyzny jest mało istotna, skupiamy się na pytaniu nr 2, które brzmi:

2. Ale dlaczego?? - odpowiedź na to pytanie jest również mało istotna, wszak nie o to chodzi, by wyraził On swoje zdanie (które zazwyczaj niczego nowego do sprawy nie wnosi), ale aby poparł nasz wybór. Zadanie pytania nr 2 już zapowiada "oho, udzieliłem złej odpowiedzi!". Jeśli pytanie nr 2 nie pada, to znaczy, że odpowiedź jest fantastyczna i szkoda drążyć temat. (Są oczywiście panie, które mimo wszystko zadają pytanie nr 2, czego szybko żałują, bo zdezorientowany facet zaczyna patrzeć na problem inaczej, przez co wydaje mu się... że powinien zmienić zdanie. I tu popełnia błąd, bo chociaż mówi się, że tylko krowa nie zmienia zdania, dla niego lepiej, żeby pozostał krową. Typowy scenariusz: Zmienia zdanie, po czym pytanie nr 2 pada po raz drugi, do skutku i jest zadawane dopóty, dopóki kobieta nie usłyszy wystarczającej liczby argumentów na poparcie SWOJEGO wyboru). Niejeden facet przewróci w tym miejscu oczami i pożałuje, że nie poszedł do seminarium i nie został księdzem-homoseksualistą, jednak w gruncie rzeczy wszystko jest bardzo proste, tylko dodatkowo pogmatwane.

3. Który kolor? - standardowo odpowiedź nie wymyka się poza wąski zbiór możliwości: czarny, czerwony, zielony, niebieski, żółty. Czasem brązowy i pomarańczowy. I różowy, bo wszędzie krzyczą, że "pedalski" (a trzeba umieć rozpoznać wroga).


Kolorów pośrednich nie ma, i nie ważne, że musimy wybrać między turkusem, cyjanem a grynszpanem (Panowie sprawdzają w Wikipedii. Tak, Wikipedia jest kobietą, Wikipedia to wie), dla nich niebieski to niebieski a zielony to zielony i koniec.

Dobrym przykładem zorientowania w temacie kolorów jest Paweł, pieszczotliwie zwany dziubkiem. Pamiętacie historię czerwonej sukienki, którą zamówiłam przez Internet? - tak, to ten nietrafiony zakup. Nietrafiony, bo zamiast malinowej przyszła kiecka w kolorze czerwieni. Wyłuszczam swój problem, prezentuję sukienkę: Chcę oddać, bo miała być malinowa, oszukałam się z kolorem. Paweł: A ta jest jaka? Podobno na 100 mężczyzn 1,5 chłopa cierpi na daltonizm. Jeśli w pracy jest ich 10, to Paweł w 15% swojej osoby nie rozróżnia kolorów. Czyli rozróżnia 85% barw. Niezły wynik
Ale do czego zmierzam - chciałam poznać zdanie Narzeczonego w kwestii butów. Które ładniejsze. Na prawej stópce jeden bucik, na lewej drugi. Które? Oba ładne, tak szczerze, to ja nie wiem, czym one się różnią... (po chwili) Bardzo ładne oba! Dyplomacja, to jest to.

A teraz uchylę rąbka tajemnicy i  pokażę kawałeczek spódnicy:


A poza tym przez najbliższy tydzień nikomu nie odmówię drobnej przysługi ani dobrej rady, a na ironiczne uśmiechy (postaram się) odpowiadać uśmiechem. Jakimkolwiek ;) Zaliczyliśmy dziś spowiedź, jesteśmy czyści jak wody Weddella.

niedziela, 14 lipca 2013

Sobota - plan zrealizowany w całości

Jest sukces - nasze przygotowania nabrały tempa. Założony plan na sobotę zrealizowaliśmy w stu procentach:

  1. Złożyliśmy pisemko o wygłoszenie zapowiedzi w parafii kawalera (już niedługo, już niedługo! :P) Jędrka
  2. Przygotowaliśmy projekt menu na stoły (my oczywiście już znamy niemal na pamięć godziny serwowania posiłków, a nawet wiemy, co kiedy będzie i dlaczego, doskonale jesteśmy poinformowani o tym, czego nie jeść (ŻART! :D) ale Wy nie wiecie, a chcielibyśmy Wam ułatwić podjęcie decyzji czy zjeść ciacho, czy nie, bo np. za 5 minut będzie deser. Wszędzie wkomponowaliśmy nasze podobizny, w związku z czym nawet, jeśli już nie będziecie chcieli nas ciągle oglądać, to i tak będziecie do tego zmuszeni. Jesteśmy WSZĘDZIE ;-D
  3. Przygotowaliśmy wklejkę - instrukcję obsługi pudełka, o którym kiedyś pisałam. Z góry prosimy o nie wyśmiewanie rymów częstochowskich (zwłaszcza, że będą goście z Częstochowy!). Winę biorę na siebie. Autorstwa Jędrka jest za to ostatnie zdanie - swoją drogą coś mi tu nie gra, skoro ostatnie zdanie miało należeć do mnie :(
  4. Wybraliśmy piosenkę na pierwszy taniec (!) - notabene jest to piosenka, którą próbowałam przeforsować już wcześniej, ale Jędrek nie chciał, bo twierdził, że nie słychać w niej rytmu. Na całe szczęście w sobotę po północy okazało się, że jest rytm... :P
 Zapowiedzi u mnie wyglądają tak:


 Wciąż czekamy na scenariusz imprezy od Bano Banano. On się tak nie nazywa rzecz jasna, ale Jędrek mówi na niego "banan" i tak jest zapisany w telefonie, przez co ktoś mógłby pomyśleć, że wydzwaniają do nas owoce...

wtorek, 9 lipca 2013

Jędruś ma eleganckie butki

Czym różnią się męskie czarne pantofle od męskich czarnych pantofli? Ha! Pewnie sami zachodzicie w głowę - już wyjaśniam! Jedne czarne pantofle nadają się na ślub, inne - nie. Dlaczego? Już wyjaśniam! Zwykłe pantofle w czarnym kolorze zazwyczaj noszone do garnituru, przeważnie bywają także elementem stroju nieco mniej formalnego. Wyróżnia je obcas i podeszwa odrobinę bardziej "gumowata" niż ta przeznaczona do stepowania. Jeśli nie mieliście w szkole materiałoznawstwa, istnieje prosty praktyczny sposób na rozpoznanie, z jakim delikwentem mamy akurat do czynienia: należy spodnią powierzchnią buta pacnąć się w drugie przedramię. Jeśli zaboli tak, jak po strzeleniu gumą, to znaczy, że podeszwa jest gumowa, jeśli natomiast po silniejszym uderzeniu powstanie siniak, znaczyć to może, że obcas jest twardy i nieugięty, i jeśli akurat planujecie się ożenić, to koniecznie wybierzcie drugą opcję. O podeszwach w stylu "zgadnij, gdzie kończy się zelówka a zaczyna obcas" nie wspominam, bo to obuwie wyjątkowo nieformalne, które absolutnie nie przystoi żadnemu Panu Młodemu, nawet, jeśli na co dzień zakłada lakierki do dresów. No dobrze, przesadziłam, temu wolno wszystko.

Wróćmy jednak do clou sprawy: po odwiedzeniu kilku sklepów obuwniczych i przymierzeniu dosłownie kilku par, wyszliśmy z dwoma pudełkami butów, szczotką i pastą (Jędruś pytał Panią kasjerkę jeszcze o golarkę, ale nie mieli), po czym Jędrzej radośnie stwierdził: "Jestem już całkowicie ubrany!" :D Z tego miejsca ładnie Was proszę - pogratulujcie Jędrzejowi, podjął decyzję z szybkością godną dobrego maklera.

Jeśli chodzi o weselne przygotowania (imprezowe), to można powiedzieć, że jesteśmy jeszcze daleko w gaju... Zdaliśmy sobie sprawę z tego, że TOTALNIE, ale to TOTALNIE nie znamy się na wódkach! Ostatecznie zrobimy wesele bezalkoholowe ;) Nie rozumiem, czym różni się Pan Tadeusz od Luksusowej, Wyborowej czy Stocka. W weekend zdecydowaliśmy się więc na taką:


Gorole prawio, że ichniejszo najlepszo. Nie jesteśmy asertywni, zakupiliśmy od razu 100 butelek. Pierwszy raz widzieliśmy tak ucieszonych górali ;D

poniedziałek, 1 lipca 2013

Protokół spisany

Może klamka jeszcze nie zapadła, ale można powiedzieć, że właśnie ją nacisnęliśmy. Opcje jak to zwykle bywa są dwie - skoro zamek wyszedł z futryny, wystarczy za klamkę pociągnąć i otworzyć, albo puścić - drzwi się zamkną. Oczywiście zgodnie uznaliśmy, że otwieramy :)

Ksiądz upewnił się, że nie jesteśmy szmyrnięci, niczego co niekatolickie nie nadużywamy i nie zatajamy (np. tego, co nadużywamy - w sensie: jeśli już ktoś ma coś do napitku czy do najadku, to powinien się podzielić). Nie obyło się bez chwili zawahania przy księdze bierzmowań - Gdzie byłaś bierzmowana? U nas? Tak, u nas (a w głowie: a nie w Hrubieszowie? Hm, chyba tam chciałam, ale chyba mama mówiła żeby tu, po co na nauki daleko jeździć). A w którym roku? Tu jest tylko Alicja Marta? Yyy... nie wiem (???) To widocznie gdzieś później byłam bierzmowana :) Protokół spisany, ogólnie z tego co widziałam sprawa potraktowana z humorem (kateheza, Girzycko, Suharskiego;)) Był mały problem z zapisem nazwy zawodu Jędrka, po czym ksiądz podsumował "Bo my tu najczęściej piszemy rolnik" :D

Co istotniejsze - daliśmy na zapowiedzi, które (u mnie) można będzie usłyszeć za tydzień i za 2 tygodnie. Liczę na to, że nikt nie wie o przeszkodach, o których chciałby powiadomić kancelarię parafialną ;)

Jaś podpisał umowę, na mocy której podejmuje się niesienia obrączek. Pokwitował własnoręcznym podpisem, a nawet odciskiem małego palucha:


Tutaj wygląda jak Wałęsa podpisujący porozumienia sierpniowe:


Nie ma wprawdzie długopisu z wizerunkiem Jana Pawła II, ale za to ma cienie do oczu, żeby postawić pieczątkę.

Ogólnie jest bardzo łasy na cukierki, więc pełnią one funkcję zapłaty.

poniedziałek, 24 czerwca 2013

Przyodziewania Jędrka cd.

 20-sta rocznica ślubu. Żona mówi do męża:
- Kochanie już jesteśmy ze sobą 20 lat, a Ty jeszcze od ślubu nie dałeś mi żadnego kwiatka. Dlaczego?
- Skarbie posłuchaj, jak wędkarz złapie rybę na robaka, to czy przez kolejne 20 lat karmi ją robakami?


U nas to wygląda mniej więcej tak samo :) Ostatni raz kwiatki dostałam w tym roku, w maju i... tak, to były te pierwsze :D Albo ja czegoś nie pamiętam (Kochanie?...)

Jutro idziemy dobierać koszulę do garnituru i to coś pod szyję. Żeby sobie utrudnić zadanie (w końcu wesele to nie jakaś byle potańcówka!) bierzemy plastron, klastron, pular czy fular. Ascot albo musznik, bo halsztuk to na pewno nie. Muszka, krawat? Też nie. Generalnie wiemy jak to coś ma wyglądać, gorzej z terminologią. Mamy to nawet na Złotej, zabraliśmy do mieszkania. Ale od początku: Koszula jest w cenie. Pla... też jest w cenie. Wszystko w tym samym salonie. Kupione. Mogło wisieć w sklepie, no ale my nie jakieś przydrożne naiwniaczki, żeby w sprzedanym kostiumiku inne pany młode za wypożyczone hasały! Lepiej jak w szafie wisi, to się od czasu do czasu okiem rzuci, czy mól szaty nie przegryza. Taka nasza przezorna logika :) Póki co to coś pod szyję mamy czarne, bo nam takie dali, ale nie ma być czarne, bo wtedy wszystko jest czarne i włosy czarne i wtedy to już w ogóle wygląda jak kominiarz. Nie wiemy tylko, czy nam to wymienią na inne, czy dodadzą drugi komplet od siebie. Zachodzi ryzyko, że nie pamiętają, że nam to dali. My też się nie będziemy wyrywać przed orkiestrę ;)

J: To Ty weźmiesz garnitur? I spotkamy się na miejscu
B: Wszystko wezmę. 
J: No a ten... fular? To też...
B: No to musimy wziąć...
J: No to może jakoś oddzielnie...
B: Do torebki wezmę. 

Mam kawałek sukienki, tyle że nie z pierwszej warstwy, ma się przydać przy czymś, chyba przy wybieraniu koloru koszuli, bo ogółem jaki typ to już wszystko wiadomo, bo w zasadzie to koszula jest dobrana do wiązania, a wiązanie zależy od garnituru, a że garnitur ten a nie inny to już było jasne przed wejściem do sklepu, czyli 5 minut i wybór dokonany! Ja oczywiście też bym dokonała wyboru sukienki szybko, gdybym tylko trafiła do "swojego" salonu w pierwszej kolejności i przymierzyła swój model. Nikt nie przypuszczał przecież, że wiatr mnie zawieje tam dopiero za 8. razem. No nikt nie przypuszczał!

Skoro jesteśmy w temacie odzieżowym, to przed dwoma tygodniami dokonałam pierwszych (pierwszych trzech) zakupów ubrań na allegro. 2 bluzki i sukienka. Sukienka - na zdjęciu cudo, no wypisz wymaluj to co ma Gucci w aktualnej kolekcji, tylko z tych, co Mu zeszły na pniu i już w sklepach nie ma. Pewnie ktoś kupił a że mu nie pasuje do przeciętnej fizjognomii, to wystawia na allegro... Całe szczęście ja to wyłowiłam! I tej wersji się trzymajmy :) Tzn. Wiola określa ten typ transakcji innym terminem, a mianowicie "szukaniem tańszych zamienników"... nie będę się nad tym jednak rozwodzić ;)

Jedna bluzka dotarła. Dekolt nie wygląda może dokładnie tak jak na zdjęciu, albo modelka była niestandardowa, czyli miała 20 cm w obwodzie szyi, kto ich tam wie, głodzą się, wacikami z sokiem karmią to i wyglądają niestandardowo. Rozmiar dobry, dekolt - niedobry. Bluzka wisi w szafie. Dostałam też drugie awizo - myślę: przyszła druga bluzka, jak przyjdzie awizo od sukienki, to odbiorę obie za jednym razem, żeby 2 razy nie chodzić. W środę - awizo nie ma. W czwartek sprawdzam - nie ma. W piątek - no nic. Nie przyszło. Wchodzimy na profil sprzedającego a tam co? Od tygodnia pogróżki: Nieuczciwy sprzedawca! Nie wysyła towarów, nie odpowiada na maile! Zakupiona sukienka wygląda jak marnej jakości worek! Głos rozsądku już mi podpowiada: Zachciało się internetowych zakupów, zamiast jak człowiek do sklepu za rogiem się udać, to w ciemno kupuje... teraz tylko patrzeć, jak przepadło. A głos goryczy z drugiej strony: Skarbie napisz do niego! Niech wysyła sukienkę albo oddaje pieniądze. Ja chcę swoją sukienkę, przecież to taka ładna sukienka, gdzie jest moja sukienka?! I Skarb napisał... spór. Żeby oddawał kasę albo wysyłał kieckę. Za kilka dni ma być. Uff uff, na pewno weźmie to sobie do serca (dziad jeden, o ile ma serce!). I "Dziad" odpisał... że sukienkę wysłał. W ubiegłym tygodniu. Powinna być, a jak nie było w skrzynce, to pewnie dostaliśmy awizo...
Tak, to właśnie TO awizo.


czwartek, 6 czerwca 2013

73 dni do ślubu

Na 281 dni przed, projekt "Ślub i wesele" wydawał nam się raczej prosty i klarowny:

  • ksiądz 
  • formalności (nauki przedmałżeńskie itp) 
  • miejsce 
  • czas 
  • oprawa muzyczna 
  • fotograf
  • obrączki
  • kwestia dekoracji i ubioru (sukienka! :))

Zorganizować, zabookować i czekać.

Na 73 dni przed ślubem okazuje się, że lista spraw z nim związanych liczy obecnie 36 podobnych punktów i bynajmniej nie maleje. Robi się za to gorąco i wcale nie chodzi o temperaturę za oknem - ale spokojnie, podobno tzw. przedślubne rozwolnienie pojawia się dopiero na miesiąc przed ceremonią, także jesteśmy "wyluzowani" :D

Ogólnie nie jest źle: Fotograf jest zaklepany na pełny pakiet, więc uciec nie powinien. Na jego miejscu nie fatygowałabym się szukać kogokolwiek w naszym terminie, w końcu byłoby mu trudno znaleźć równie fotogenicznych nowożeńców ;) Wodzirej z dyskdżokejem (proszę się nie śmiać, poprawnie spolszczona wersja tak właśnie brzmi!) - też zamówieni. Noclegi zaklepane, bo ponoć potrzebują całego dnia, żeby się "rozłożyć" - jeśli ma to zagwarantować zabawę do rana i milion atrakcji, to proszę bardzo, niech tam się i tydzień rozkładają. Ksiądz wpisał nas w swoim kajeciku, moja mama zajęła się ciastem, siostra wdrożyła plan dietetyczny - znak, że wesele tuż tuż! Tylko mały Jasiek cały czas jest mały i nie wiadomo, czy nie zgubi się razem z obrączkami w drodze do ołtarza. Raczej się zgubi... Ogłaszam więc nabór na dziecko :)

Tak ostatnio zastanawialiśmy się z Jędrkiem, że to byłby pomysł na biznes - tyle że chyba nie do końca legalny ;) Proszę wybaczyć mi porównanie, ale skoro wynajmuje się białe gołębie na ślub, to równie dobrze można byłoby wypożyczyć parkę przesłodkich maluchów, najlepiej od razu "udekorowanych"... Dzieciaki oczywiście przeszkolone, po odpowiednich kursach, a w cv doświadczenie w pracy przy tego typu eventach. Szkopuł tego jest jednak oczywisty - dzieci szybko rosną, w związku z czym zatrudnienie na stanowisku "słodkich dzieciaków do niesienia obrączek" znajdowałyby jedynie na 1 - 2 sezony, bo szybko przestałyby być słodkie. Kolejna parka - kolejny cykl szkoleń, do tego wiadomo - trendy w modzie ślubnej się zmieniają, a nowożeńcy mają różne, czasem i dziwaczne wizje. Pomyślimy o tym za kilka lat... ;o) W razie czego można powoli zamawiać terminy :D