Będę mężatką! :o)
Wczoraj dostaliśmy zaświadczenie z USC o braku przeciwwskazań do zawarcia małżeństwa - Jędrek straszył mnie, że ma już żonę, ale okazało się, że blefował :) Cieszymy się urlopem, na wsi jest o wiele lepiej niż w Warszawie ;) Oglądamy spadające gwiazdy i napawamy się ciszą. Cały wczorajszy dzień kursowaliśmy między fryzjerką, kierowcą, hotelem a sklepami, wróciliśmy o 17.00 i usiedliśmy do naszego rozmieszczania gości. Kiedy wszyscy byli już zadowoleni, plan trzymał się tzw. kupy, zapytaliśmy Jasia gdzie będzie siedział, odpowiedział: Przy cioci! To nam trochę komplikuje sprawę :-P
Dzisiaj przyjechała Paulina, która jak typowy świstak siedziała i składała meble:
Jednak bojowe zadanie rozłożenia ich na sali będzie należało do Jędrka i Jego pomocników :)
Paulina przywiozła bolerko, o które maglowała panie w salonie ślubnym, czy aby na pewno jest to dokładnie ten model, który miał być, i czy aby na pewno jest to ten sam kolor, i czy aby na pewno odpowiedni rozmiar. Nie stresujemy się :):):)
I jeszcze jedna fota z efektów naszej pracy:
Dobranoc :)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dekoracje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dekoracje. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 15 sierpnia 2013
środa, 14 sierpnia 2013
Uropppppp!
No wreszcie stąd wyjeżdżamy :) Mam wrażenie, że Warszawa zaczyna śmierdzieć, już nawet nie tramwajowymi obdartusami, brudnymi, pijanymi, bełkoczącymi, ale po prostu coś tu się takiego dzieje im dłużej trwają te upały. To chyba znak, że pora uciekać na wieś ;o) Ci, którzy jeszcze nie mieli okazji odwiedzić moich podukraińskich stron wkrótce przekonają się, o czym mówię. A wiem co mówię ;)
Jeszcze w piątek wydawało nam się, że 3 dni zlecą szybciutko, ale gdzie tam! Dłużą się jak Modern Times Forever (żeby nie było - nie widziałam tego filmu i nie zamierzam oglądać). Wszystko mi zaczyna przeszkadzać :D Dziewczyny dopytują, czy to stres. To nie stres. To dziwna babka z PR, która piąty raz przesyła głupawą informację prasową i nie reaguje na moje odmowy opublikowania czegokolwiek, co polega na fotografii paczki klusków śląskich i oklepanych sloganów! Kobieto! Apeluję do Ciebie! Nie opublikuję tego dziadostwa, choćbyś mi wysłała zestaw tych kluchów, bo po prostu NIE, bo nawet nie wyglądają apetycznie, że nie wspomnę co mają w środku. W pracy raz zimno raz gorąco, 30 stopni za oknem a Beata siedzi w kocu... Chyba chcą, żebym się pochorowała :( przed samym ślubem. A uśmiechają się i życzą dobrej pogody :(
Rano jakiś facet w tramwaju na mnie sapał - nie wiem, może tak oddycha, ale dlaczego tak przy tym sapie?! Drugi - 10 razy wciskał przycisk do wysuwania podestu dla wózków inwalidzkich. W pełni sprawny na ciele - gorzej z głową. Jędrek mówił, że ten bankomat koło nas wypłaca po 20 zł. Skarbie - no nie wypłaca, nie wypłaca...
Wczoraj 3 godziny biegałyśmy po Arkadii w poszukiwaniu bransoletki, po czym kupiłam kolejny naszyjnik. NIENAWIDZĘ ZAKUPÓW. Znam na pamięć asortyment BB, gdyby ktoś czegoś poszukiwał - służę radą, w której części sklepu jaki rodzaj i model biżuterii można znaleźć. I mam 1 naszyjnik z Apartu do opchnięcia. Chce ktoś? Nówka, opakowany i ometkowany. Bierzcie, bo sprzedam na allegro dwa razy drożej :P
Nie mam jeszcze bukietu, a podobno miesiąc wcześniej powinnam go zamówić. Zwykłe kwiatki. Pff, paranoja jakaś. Może babcia coś ma w ogródku. Jeszcze dziś, późnym wieczorem musimy pogadać z Bananem na temat zdjęć (Banan to nie fotograf, to wodzirej - jakby co). Jest Mu to potrzebne do - uwaga - ŚMIESZNYCH zabaw ;o)
Kilka dni temu śniło mi się, że jest 14.00, makijażystki nie ma, piszę sms, gdzie ona jest, a ona odpowiada, że nie przyjedzie, ale wysyła mailem poradnik jak krok po kroku wykonać ten makijaż, który miała mi zrobić.. Mam nadzieję, że sny faktycznie tłumaczy się na odwrót.
Jeszcze w piątek wydawało nam się, że 3 dni zlecą szybciutko, ale gdzie tam! Dłużą się jak Modern Times Forever (żeby nie było - nie widziałam tego filmu i nie zamierzam oglądać). Wszystko mi zaczyna przeszkadzać :D Dziewczyny dopytują, czy to stres. To nie stres. To dziwna babka z PR, która piąty raz przesyła głupawą informację prasową i nie reaguje na moje odmowy opublikowania czegokolwiek, co polega na fotografii paczki klusków śląskich i oklepanych sloganów! Kobieto! Apeluję do Ciebie! Nie opublikuję tego dziadostwa, choćbyś mi wysłała zestaw tych kluchów, bo po prostu NIE, bo nawet nie wyglądają apetycznie, że nie wspomnę co mają w środku. W pracy raz zimno raz gorąco, 30 stopni za oknem a Beata siedzi w kocu... Chyba chcą, żebym się pochorowała :( przed samym ślubem. A uśmiechają się i życzą dobrej pogody :(
Rano jakiś facet w tramwaju na mnie sapał - nie wiem, może tak oddycha, ale dlaczego tak przy tym sapie?! Drugi - 10 razy wciskał przycisk do wysuwania podestu dla wózków inwalidzkich. W pełni sprawny na ciele - gorzej z głową. Jędrek mówił, że ten bankomat koło nas wypłaca po 20 zł. Skarbie - no nie wypłaca, nie wypłaca...
Wczoraj 3 godziny biegałyśmy po Arkadii w poszukiwaniu bransoletki, po czym kupiłam kolejny naszyjnik. NIENAWIDZĘ ZAKUPÓW. Znam na pamięć asortyment BB, gdyby ktoś czegoś poszukiwał - służę radą, w której części sklepu jaki rodzaj i model biżuterii można znaleźć. I mam 1 naszyjnik z Apartu do opchnięcia. Chce ktoś? Nówka, opakowany i ometkowany. Bierzcie, bo sprzedam na allegro dwa razy drożej :P
Nie mam jeszcze bukietu, a podobno miesiąc wcześniej powinnam go zamówić. Zwykłe kwiatki. Pff, paranoja jakaś. Może babcia coś ma w ogródku. Jeszcze dziś, późnym wieczorem musimy pogadać z Bananem na temat zdjęć (Banan to nie fotograf, to wodzirej - jakby co). Jest Mu to potrzebne do - uwaga - ŚMIESZNYCH zabaw ;o)
Kilka dni temu śniło mi się, że jest 14.00, makijażystki nie ma, piszę sms, gdzie ona jest, a ona odpowiada, że nie przyjedzie, ale wysyła mailem poradnik jak krok po kroku wykonać ten makijaż, który miała mi zrobić.. Mam nadzieję, że sny faktycznie tłumaczy się na odwrót.
sobota, 10 sierpnia 2013
Kwiatki-sratki
Dookoła słyszymy pytania o to, czy się stresujemy - odpowiadam: NIE :) Naprawdę! :) Jeśli już coś przeżywamy, to jest to zwykła radość, choć nie ukrywamy, że obecnie jara nas nadchodzący urlop, no a zaraz potem ślub. Zamierzamy wreszcie porządnie odespać, a potem cieszyć się tym, co się dzieje.
Dzwonił do mnie pan z cukierni, że storczyków/lilii fioletowych na torcie (chyba wrzosowe miały być, ale mniejsza o to) nie będzie, bo to nie sezon jednak czy coś w tym stylu, i czy mogą być inne kwiatki. No pewnie, że mogą, tylko niech mnie Pan nie pyta jakie, bo znam jedynie róże, konwalie i stokrotki (???) Uświadomiona, że będzie jakaś estoma, wracam do codzienności, ale zawsze to lepiej wiedzieć, czy to przypadkiem nie jakieś bździuchy. Wpisuję "estoma", wrzucam w Image i... wyskakują jakieś zdjęcia jelit i wnętrzności. Co to ma być?! "Czy chodziło ci o eustoma?" No jasne, że tak!
Chwilę później przychodzi sms, jakie kwiaty do dekoracji kościoła mają być (umówili się, czy co??) Mieli mi dać czas do końca tygodnia... przecież ja jeszcze nie wiem, z czego będę miała bukiet i czy w ogóle u nas w ogrodzie cokolwiek kwitnie?
Wera podsyła jakieś linki do YT z komentarzem:
"Jasina - idealna na wesele!".
Odpowiadam: Jestem na etapie ceremonii i wybieram między Maryjo śliczna Pani a Twoja miłość jak ciepły deszcz. Ale dziękuję!
Wera: O matko boska!
>>>Wera, jest taka pieśń? Nie mogę znaleźć :D
Weronika to obecnie człowiek szczęśliwy, a człowiek szczęśliwy to człowiek na urlopie. Pytam się: Jak to jest mieć urlop? - Cudownie jest! W dodatku Matt mi się śnił!
Nareszcie przyszły personalizowane czekoladki, nie widzieliśmy ich, podobno od razu trafiły do lodówki. Mamy nadzieję, że upały ich za bardzo nie rozpuściły. Wczoraj, po 23.00 usiedliśmy do wstępnego planowania miejsc a już mamy sygnały, że ktoś koło kogoś siedzieć nie chce... Rozpisaliśmy nasz jeden stół, po czym okazało się, że aby ktoś się zmieścił, kogoś innego trzeba przesadzić. Niewiele tam już widać, wszystko jest pokreślone :) Usadzanie jest jeszcze w fazie testów (teoretycznych), można więc zgłaszać prośby i życzenia, których (nie)uwzględnimy. W razie, gdyby ktoś okazał się niezadowolony z miejscówki, obiecujemy zadośćuczynienie - następnego dnia będzie miał całą salę do dyspozycji :)
Przez głowę przebiegła mi myśl, żeby kierować się tym, czy ktoś jest przed czy po ślubie. Zaślubionych usadzić w kąciku, a wolnych w miejscu dla VIPów. Wolni mieliby okazję odwdzięczyć się tym samym, a Ci co już przepadli, nie będą mieć przecież okazji, aby się zemścić sadzając nas w kącie na swoim weselu :D
Chytry plan :P ale bez obaw - wszystkich traktujemy tak samo. Nawet mieliśmy taki pomysł, żeby utworzyć coś w stylu słoneczka odchodzących od naszego stołów, tak, żeby wszystkich mieć w miarę blisko. Nie mącimy tylko ze względu na Panią manager z restauracji, z którą rozmawiamy już o 22.00 :) Gdyby to nie było moje wesele, chyba nie pamiętałabym tych wszystkich zmian, które wprowadzamy...
Wstępnie zaklepaliśmy też dzień na sesję plenerową, która będzie PO ślubie (podobno są takie opcje, że sesja jest kilka dni przed ślubem, co wydaje mi się nonsensowne (???), po pierwsze chyba trudno zagrać emocje świeżo upieczonych małżonków, by po latach oglądać albumy i udawać, że to zdjęcia ślubne, po drugie sukienka po sesji nadaje się chyba już tylko do prania - o ile nie do szycia, a po trzecie PM widzi swoją PM przed ślubem w pełnej dekoracji. Nie może tak być :) Moja sukieneczka wisi sobie w pokrowcu, ale Jędruś do niej nie zagląda (ostatnio Magda dziwiła się, czy aby na pewno nie zagląda ;)). Ale ja to wiem, bo zainstalowałam w pokoju kamery.
Dzwonił do mnie pan z cukierni, że storczyków/lilii fioletowych na torcie (chyba wrzosowe miały być, ale mniejsza o to) nie będzie, bo to nie sezon jednak czy coś w tym stylu, i czy mogą być inne kwiatki. No pewnie, że mogą, tylko niech mnie Pan nie pyta jakie, bo znam jedynie róże, konwalie i stokrotki (???) Uświadomiona, że będzie jakaś estoma, wracam do codzienności, ale zawsze to lepiej wiedzieć, czy to przypadkiem nie jakieś bździuchy. Wpisuję "estoma", wrzucam w Image i... wyskakują jakieś zdjęcia jelit i wnętrzności. Co to ma być?! "Czy chodziło ci o eustoma?" No jasne, że tak!
Chwilę później przychodzi sms, jakie kwiaty do dekoracji kościoła mają być (umówili się, czy co??) Mieli mi dać czas do końca tygodnia... przecież ja jeszcze nie wiem, z czego będę miała bukiet i czy w ogóle u nas w ogrodzie cokolwiek kwitnie?
Wera podsyła jakieś linki do YT z komentarzem:
"Jasina - idealna na wesele!".
Odpowiadam: Jestem na etapie ceremonii i wybieram między Maryjo śliczna Pani a Twoja miłość jak ciepły deszcz. Ale dziękuję!
Wera: O matko boska!
>>>Wera, jest taka pieśń? Nie mogę znaleźć :D
Weronika to obecnie człowiek szczęśliwy, a człowiek szczęśliwy to człowiek na urlopie. Pytam się: Jak to jest mieć urlop? - Cudownie jest! W dodatku Matt mi się śnił!
Nareszcie przyszły personalizowane czekoladki, nie widzieliśmy ich, podobno od razu trafiły do lodówki. Mamy nadzieję, że upały ich za bardzo nie rozpuściły. Wczoraj, po 23.00 usiedliśmy do wstępnego planowania miejsc a już mamy sygnały, że ktoś koło kogoś siedzieć nie chce... Rozpisaliśmy nasz jeden stół, po czym okazało się, że aby ktoś się zmieścił, kogoś innego trzeba przesadzić. Niewiele tam już widać, wszystko jest pokreślone :) Usadzanie jest jeszcze w fazie testów (teoretycznych), można więc zgłaszać prośby i życzenia, których (nie)uwzględnimy. W razie, gdyby ktoś okazał się niezadowolony z miejscówki, obiecujemy zadośćuczynienie - następnego dnia będzie miał całą salę do dyspozycji :)
Przez głowę przebiegła mi myśl, żeby kierować się tym, czy ktoś jest przed czy po ślubie. Zaślubionych usadzić w kąciku, a wolnych w miejscu dla VIPów. Wolni mieliby okazję odwdzięczyć się tym samym, a Ci co już przepadli, nie będą mieć przecież okazji, aby się zemścić sadzając nas w kącie na swoim weselu :D
Chytry plan :P ale bez obaw - wszystkich traktujemy tak samo. Nawet mieliśmy taki pomysł, żeby utworzyć coś w stylu słoneczka odchodzących od naszego stołów, tak, żeby wszystkich mieć w miarę blisko. Nie mącimy tylko ze względu na Panią manager z restauracji, z którą rozmawiamy już o 22.00 :) Gdyby to nie było moje wesele, chyba nie pamiętałabym tych wszystkich zmian, które wprowadzamy...
Wstępnie zaklepaliśmy też dzień na sesję plenerową, która będzie PO ślubie (podobno są takie opcje, że sesja jest kilka dni przed ślubem, co wydaje mi się nonsensowne (???), po pierwsze chyba trudno zagrać emocje świeżo upieczonych małżonków, by po latach oglądać albumy i udawać, że to zdjęcia ślubne, po drugie sukienka po sesji nadaje się chyba już tylko do prania - o ile nie do szycia, a po trzecie PM widzi swoją PM przed ślubem w pełnej dekoracji. Nie może tak być :) Moja sukieneczka wisi sobie w pokrowcu, ale Jędruś do niej nie zagląda (ostatnio Magda dziwiła się, czy aby na pewno nie zagląda ;)). Ale ja to wiem, bo zainstalowałam w pokoju kamery.
piątek, 7 czerwca 2013
To nie jest Kreml... naprawdę! :)
Mamy już za sobą... 10 lekcji tańca! Jędrek rusza się jak Donnie Burns, chociaż na każde słowa instruktora zaczynające się od "To, co wszyscy już umiecie, to tak naprawdę łatwizna, więc słuchajcie teraz zaczniemy taki obrocik - partner prowadzi partnerkę do przewinięcia..." - przewraca oczami niczym w scenie pojedynku na miny w Ferdydurke, przy czym niestety nie jest to partia Syfona, ale Miętusa ;) No ale nic, nikt nie obiecywał, że będzie łatwo.
Wodzirej od tygodnia nie odpisuje na nasze maile. Jędrek się wkurza, a ja już się martwię, że może Mu się coś stało, może chory, ukradli kabel do Internetu... Całe szczęście jest cały i zdrowy! Na fb umieścił zdjęcie z prowadzonej przez siebie firmowej imprezy, gdzie w pełnej krasie kica sobie do góry... No ogółem wygląda na to, że żyje i nic Mu nie jest. Uff ;) Ale mógłby odpisać (!!!)
Rozdaliśmy w sumie około 67% zaproszeń (sądziłam, że więcej). Ogółem robią furorę, chociaż nie każdy wie, jak to cudo otwierać. Jeden szarpie, drugi potrząsa. Hej, tam w środku naprawdę nic więcej nie ma - żadnych clownów na sprężynce - niestety! Aha i 3 razy usłyszeliśmy, że na obrazku jest Kreml... chciałabym, ale to... no to bynajmniej nie jest Kreml ;o)
Przyszło do nas zamówione pudełko, które będzie mieć swoje 5 minut podczas wesela. Nie jest to pudełko na kotyliony, płatki kwiatów ani na tacę dla księdza (z tego co widziałam taca księdza jest większa:)) Mało tego - nie chodzi nawet o żadną zabawę oczepinową. Nie powiem o co chodzi... Albo powiem później, po weselu, dla tych, którzy z jakichkolwiek względów go nie przyuważą. Pudełeczko prezentuje się tak, i jest odrobinę mniejsze niż planowaliśmy:
Na pewno coś w nim schowamy, w czym ochoczo pomaga nam Paulinka, czyli Pani Świadkowa, przejawiając sporą kreatywność w działaniu. Dzięki Ci Paulino! :)
Przed nami pracowity weekend - będziemy oglądać samochód, robić mnie na Taylor Swift, zapraszać, zapraszać, zapraszać i śpiewać "Sto lat!" Jasiowi. Chociaż jak znam życie wstaniemy o 10.00 i będziemy starać się ratować jakkolwiek ambitny plan dnia, na czym ucierpi zapewne mój wizerunek Taylor Swift.
Wodzirej od tygodnia nie odpisuje na nasze maile. Jędrek się wkurza, a ja już się martwię, że może Mu się coś stało, może chory, ukradli kabel do Internetu... Całe szczęście jest cały i zdrowy! Na fb umieścił zdjęcie z prowadzonej przez siebie firmowej imprezy, gdzie w pełnej krasie kica sobie do góry... No ogółem wygląda na to, że żyje i nic Mu nie jest. Uff ;) Ale mógłby odpisać (!!!)
Rozdaliśmy w sumie około 67% zaproszeń (sądziłam, że więcej). Ogółem robią furorę, chociaż nie każdy wie, jak to cudo otwierać. Jeden szarpie, drugi potrząsa. Hej, tam w środku naprawdę nic więcej nie ma - żadnych clownów na sprężynce - niestety! Aha i 3 razy usłyszeliśmy, że na obrazku jest Kreml... chciałabym, ale to... no to bynajmniej nie jest Kreml ;o)
Przyszło do nas zamówione pudełko, które będzie mieć swoje 5 minut podczas wesela. Nie jest to pudełko na kotyliony, płatki kwiatów ani na tacę dla księdza (z tego co widziałam taca księdza jest większa:)) Mało tego - nie chodzi nawet o żadną zabawę oczepinową. Nie powiem o co chodzi... Albo powiem później, po weselu, dla tych, którzy z jakichkolwiek względów go nie przyuważą. Pudełeczko prezentuje się tak, i jest odrobinę mniejsze niż planowaliśmy:
Na pewno coś w nim schowamy, w czym ochoczo pomaga nam Paulinka, czyli Pani Świadkowa, przejawiając sporą kreatywność w działaniu. Dzięki Ci Paulino! :)
Przed nami pracowity weekend - będziemy oglądać samochód, robić mnie na Taylor Swift, zapraszać, zapraszać, zapraszać i śpiewać "Sto lat!" Jasiowi. Chociaż jak znam życie wstaniemy o 10.00 i będziemy starać się ratować jakkolwiek ambitny plan dnia, na czym ucierpi zapewne mój wizerunek Taylor Swift.
Subskrybuj:
Posty (Atom)